Romantycy z Demokratycznej Armii Krajowej

Udostępnij:
20170210_205257
Jeden z założycieli DAK Tadeusz Nowak jako chorąży (drugi z lewej). Fot. Zbiory T. Nowaka (kopia w zb. Piotra Szopy)

Wywodzili się z patriotycznych chłopskich rodzin, uczęszczali do Gimnazjum i Liceum Handlowego w Strzyżowie, działali w harcerstwie i nie akceptowali nowej politycznej rzeczywistości po 1945 roku. Marzyli o prawdziwie wolnej i demokratycznej Polsce. Łudzili się, że odzyskają Ojczyznę, gdy wybuchnie III wojna światowa. Swoje marzenia przeistoczyli w czyn, zakładając Demokratyczną Armię Krajową. Za swój romantyzm i odwagę zapłacili bardzo wysoką cenę. Okrzyknięto ich wrogami klasowymi, poddano torturom, surowo osądzono, a po wyjściu z więzień prześladowano.

W roku 1949 nowe komunistyczne władze zaostrzały kurs na oświatowym odcinku. W szkołach, tak było i w Strzyżowie nad Wisłokiem, musiano świętować urodziny Włodzimierza Ilicza  Lenina i datę wybuchu Rewolucji Październikowej. Delegaci Związku Walki Młodych wygłaszali pogadanki, powstawała agresywna ideologicznie organizacja o nazwie Związek Młodzieży Polskiej. Do szkolnych środowisk wnikali  aktywiści, by wbijać klin między uczniami a nauczycielami. Komuniści szykowali rozprawę z ZHP, a na wsiach wzmagała się kolektywizacja.

W takiej atmosferze grupa uczniów strzyżowskiego gimnazjum (pochodzili z spodstrzyżowskich wsi, m.in. Godowej) założyła organizację polityczno-zbrojną odwołującą się do tradycji AK i Szarych Szeregów. Powoływali się na etos AK, w szeregach której, z racji wieku, nie mogli walczyć, a żołnierzami której byli ich bliscy i sąsiedzi. Pierwsze protokołowane zebranie organizacyjne odbyło się, jakże w symbolicznym dniu,  1 września 1949 roku w ziemiance, w lasku na pograniczu Godowej i Gbisk koło Strzyżowa. W grupie inicjacyjnej znaleźli się: Eugeniusz Szczepankiewicz, Tadeusz Nowak, Kazimierz  Łyszczarz, Jan Żeglin i Jan Prokopowicz. Na drugim spotkaniu 22 września 1949 r. w tej samej ziemiance grupa przyjęła deklarację programową. Na wniosek Jana Prokopowicza przyjęto nazwę Demokratyczna Armia Krajowa. Słowo „demokratyczna” miało podkreślać, że taki charakter, wbrew komunistycznej propagandzie, miała ich patronka – Armia Krajowa.

Organizacja rozwijała się bardzo szybko, członkowie DAK odbyli wiele spotkań organizacyjno-szkoleniowych. W marcu 1950  w strzyżowskiej placówce DAK działało 25 członków z miasteczka i jego okolic. Powstały jeszcze trzy placówki DAK: w Żyznowie, Lutczy oraz w Rudzie Śląskiej. Śląską komórkę założyło kilku chłopaków z DAK, którzy pojechali do nauki  na Śląsk i przekonali  do udziału w organizacji  miejscową młodzież. Pod koniec kwietnia1950 roku DAK liczyła 40 osób, przewodniczącym był Eugeniusz Szczepankiewicz „Żak”, szefem sztabu Jan Prokopowicz „Krymski”. W prace organizacji był wtajemniczony nauczyciel ze strzyżowskiego liceum Tadeusz Markowicz.

Jednym z celów organizacji, oprócz ideologicznego szkolenia, sabotażu i obserwacji komunistycznych sił, była walka zbrojna. –To nie była ta jedna z licznych w tamtym okresie młodzieżowych organizacji, które chciały walczyć tylko słowem. DAK chciał walczyć czynnie. Ci młodzi ludzie  nawiązali kontakt z czynnym w konspiracji do 1955 roku  byłym żołnierzem BCh i AK Józefem Cieślą „Toporem” , który przekazał im jeden z nieużywanych akowskich magazynów broni – mówi o specyfice DAK-u  dr Piotr Szopa z IPN O. Rzeszów.

Młodzi nie zdążyli przeprowadzić żadnej zbrojnej akcji. Gdy przygotowywali się do wykonana zamachu na miejscowego ubeka, zostali wydani przez Stanisława W. ps. „Granat”, byłego oficera LWP,  prowadzącego w organizacji szkolenia wojskowe.

Do aresztowań doszło nad ranem 28 kwietnia 1950 roku. Tego dnia do domów większości członków organizacji wkroczyli ubowcy z żołnierzami KBW. Aresztowaniem Jana Prokopowicza kierował  znany mu Ludwik Kozdra z Wysokiej Strzyżowskiej. Aresztowania miały brutalny przebieg a rozmiarem przypominały obławy hitlerowskie z okresu wojny. Młodzi dakowcy zostali  przewiezieni do siedziby WUBP w Rzeszowie przy ul. Jagiellońskiej i poddani jeszcze bardziej okrutnemu śledztwu. W szybkim procesie zostali skazani na kary więzienia od roku do 10 lat i przepadek mienia. Skazańcy przeszli najcięższe więzienia, niektórzy pracowali niewolniczo. Ci, którzy nie wpadli w ręce UB, ukrywali się do 1955 roku i tę datę tratuje się jako formalny koniec organizacji.

O ideowości młodych członków DAK najlepiej mówi list napisany w więziennym ośrodku pracy fizycznej w Milowicach przez jednego z nich, Stanisława Wróbla. Wróbel w przechwyconym przez UB liście do Jan Prokopowicza napisał m.in.:

„Czy uważasz, że ta przysięga, którą składaliśmy, jest już nieważna? nieaktualna? O, nie! Przysięga ta nadal nas wiąże – wiąże nasze serca i duszę, nasz honor i ambicje Polaka. Dzisiaj, w nadchodzącą czwartą rocznicę więzienia z najszlachetniejszą dumą Polaka mogę powiedzieć: ta przysięga u mnie została dochowana. Mam nadzieję i wierzę w  to, mocno, że i Ty i nasi koledzy dochowali tej przysięgi w duszy i sercu (…)”.

Po wyjściu z więzień  dakowcy z trudem odbudowywali swoje życie. Byli inwigilowani przez UB, nie mogli znaleźć pracy. Cytowanego Stanisława Wróbla UB zmuszało do współpracy. Nie ugiął się. Wyjechał z rodzinnych stron na Śląsk. Nowe życie ostatecznie  zbudował w Szczecinie. Adresat jego listu – Jan Prokopowicz – wrócił do Strzyżowa, znalazł pracę w PZGS w Strzyżowie, w jednym pokoju siedział z człowiekiem, który donosił na niego do UB. Ze Strzyżowa wyjechał za granicę Kazimierz Łyszczarz szantażowany przez lokalnego ubeka. Stefan Mnich, który po amnestii ujawnił się, trafił do wojskowych batalionów, gdzie dwa lata fedrował węgiel. Po wyjściu do cywila dręczony przez „bezpieczeństwo” wyjechał do Stanów Zjednoczonych. To tylko kilka przykładów, jak wysoką cenę zapłacili za swój patriotyzm i romantyzm młodzi ludzie ze Strzyżowskiego.

Człowiek, który ich wydał, zapłacił najwyższą cenę: życie. Jak pisze Jan Prokopowicz w swoich wydanych w 2008 roku wspomnieniach (Młodość zdeptana lecz nieujarzmiona. Demokratyczna Armia Krajowa w latach 1949-1955), Stanisław W. ps. „Granat” w 1991 roku powiesił się w swoim domu w Strzyżowie. Spełnił obietnicę, którą powtarzał od 1950 roku po wypiciu alkoholu. Jan Prokopowicz i inni działacze DAK-u nie zdążyli z nim porozmawiać w wolnej Polsce.

PS

Przy pisaniu artykułu korzystałem m.in. z książki Jana Prokopowicza Młodość zdeptana lecz nieujarzmiona. Demokratyczna Armia Krajowa w latach 1949-1955, Rzeszów 2008.

Udostępnij:

One Response

  1. 86Nidia 28 sierpnia 2017

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.