Melancholia Mazowsza [Recenzja książki]

Udostępnij:

 

„A na Mazowszu, proszę pana, to jest tak: płasko… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic” –  tak sparafrazowanym zdaniem ze słynnego „Rejsu” można by opisać stan wiedzy przeciętnego Polaka na temat leżącego w środku Polski regionu. Dla wielu Mazowsze to kraina nudnych piachów, sosnowych borów i wierzb rosochatych. A tymczasem to przeciekawy region o bogatej kulturze, historii i przyrodzie, bez którego Polska nie byłaby sobą. Mazowsze najlepiej poznawać z książkami pisarza i krajoznawcy Lechosława Herza. Napisał ich wiele, zarówno przewodników, jak i literackich opowieści. Do tych ostatnich należą wydane przez Iskry Podróże po Mazowszu. Książka dostojna w formie jak bociani lot na podmokłymi łąkami.

Nieszczęście Mazowsza polega na tym, że rozpościera się wokół będącej turystycznym magnesem Warszawy. A nizinna kraina leży odłogiem. Również dlatego, że jej piękno jest nienatrętne, tęskne i jako takie nie musi być od razu uchwytne przez współczesnego  człowieka, potrzebującego mocnych i egzotycznych wrażeń.

„Rytm tych płaskich i monotonnych pól odkrywa się powoli, należy nieraz je przemierzyć, nieraz stanąć nad nimi i patrzeć  w ich nieskończoność, aby pojąć ich muzykalną melancholię…” – tak o okolicach Żelazowej Woli, miejscu urodzenia Fryderyka Szopena, pisał Jarosław Iwaszkiewicz.

Lechosław Herz idzie śladami wielkiego pisarza i niespiesznie, ale lekko i z wiosenną świeżością odkrywa przed czytelnikami uroki mazowieckiej krainy, dostrzega je nawet w tak niemile brzmiących nazwach jak Ponurzyca. To wieś leżąca na skraju Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, otoczona najciekawszymi na Mazowszu bagnami. Dlaczego nazywa się tak ponuro? Może dlatego – wyjaśnia autor – że jest ukryta „po norach” w opadającej do doliny Wisły krawędzi polodowcowej równiny. W okolicy Ponurzyc leży wysokie torfowisko Szerokie Bagno, dla autora prawdziwe sanktuarium przyrody, bo powstałe z milionów torfowców. Obumarłe rośliny tworzą cudowny, trwający od tysiącleci cykl życia.

Po Mazowszu można wędrować na wiele sposobów, nie tylko szlakiem starosłowiańskich nazw – także wielkich nazwisk. Malarz Józef Chełmoński był zakochany w mazowieckim pejzażu. Przyroda leczyła go  ze zmęczenia i różnych słabości, podtrzymywała przy życiu. Autor Podróży… pisze, że i dziś można znaleźć prawie nietknięte przez cywilizację miejsca, które na swoich obrazach utrwalał Chełmoński:

„Koło Woli Pękoszewskiej, tej samej, w której Chełmoński malował swoją Burzę, krajobraz został niezmieniony. […] na łące pod lasem nadal zakwitają żółte kaczeńce i kosaćce, a potem łąka różowieje od kwiatów firletek, fioletowieje od storczyków, brązowieje od kwitnącego szczawiu…”

Mazowsze to oczywiście wspaniałe, często dzikie rzeki. Narew jest nierozerwalnie złączona z jednym z najbardziej malowniczych mazowieckich miast – z Pułtuskiem. Rzeka okala Pułtusk, wlewa się weń swoimi kanałami.

„Obecność rzeki [w Pułtusku] czuje się nieustannie, nawet gdy się niej nie widzi. Któż to, jeśli nie ona, w chłodne ranki i wieczory nawiewa na miasteczko mlecznobiałe i opalowe mgły, gdzież, jeśli nie w płytkich jej zatoczkach, nocami wiosennymi rechoczą żaby tak głośno, że spracowanym mieszczuchom spać nie dają…”

Jeśli Pułtusk, to i zabytki. Jak pisze Herz, miejscowa gotycka bazylika kolegiacka jest warta wielu skarbów świata. Z powodzeniem może rywalizować z królewską katedrą w niedalekim Płocku. W pułtuskiej bazylice należy  zobaczyć spokrewnioną z kaplicą Zygmuntowską na Wawelu kaplicę, w której spoczywa biskup Noskowski, a w płockiej katedrze renesansową kopułę i kopię romańskich dwuskrzydłowych drzwi z brązu z Chrystusem Tronującym. To istne cuda architektury wyrosłe na mazowieckich piaskach.

Największy XX-wieczny węgierki pisarz Sándor Márai, który zwiedził wiele miejsc na świecie, napisał gdzieś, że najciekawsze podróże są te niedalekie, za miasto. Książka Lechosława Herza, splatająca wątki historyczne z literackimi, przyrodniczymi i osobistymi, bo autor poznaje Mazowsze od kilkudziesięciu lat, jest zapisem takiej właśnie podróży. Po krainie, która, jeśli tylko wyjedzie się wczesnym  pociągiem ze stolicy, wyłania się z porannych mgieł niczym najcenniejszy klejnot.

Lechosław Herz, Podróże po Mazowszu, Iskry, Warszawa 2016.

Udostępnij:

Leave a Reply