„Wołyńˮ na Blu-ray i DVD, czyli rzeź domowa

Udostępnij:

Na Blu-ray i DVD dostępny jest ostatni film Wojtka Smarzowskiego „Wołyńˮ, o którym po premierze było głośno  w związku z okrutnymi scenami pogromów dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach podczas krwawych wydarzeń 1943 i 1944 roku na Wołyniu.

„Wołyńˮ w wersji kinowej trwał 2 godziny i 30 minut i ta właśnie znalazła się na wydaniu dla kina domowego. Oprócz niej dostępna jest również  wersja krótsza, tzw. festiwalowa, a przeznaczona dla widza zachodniego.

Film do tej pory nie wszedł do kin na Ukrainie, i nie wiadomo, czy w ogóle będzie tam wyświetlany. Wydanie „Wołyniaˮ na DVD z pewnością zwiększa szanse na dostępność filmu u naszych wschodnich sąsiadów.

Wśród wielu zarzutów, jakie wysunęli pod adresem filmu Smarzowskiego ukraińscy komentatorzy, jest taki, że reżyser rozmija się z prawdą, pokazując sceny święcenia chłopskich siekier, noży i innych narzędzi zbrodni przez greckokatolickich księży. Polscy historycy nie mają jednak wątpliwości, że do takich sytuacji dochodziło. Obrzęd ten tłumaczą tym, że miał zdjąć z sumień chłopów, którzy brali udział w pogromach, ciężar odpowiedzialności za złamanie piątego przykazania „Nie zabijaj”.

W styczniowym numerze Biuletynu IPN  ukazał się artykuł Ewy Siemaszko pt. „Święcenie narzędzi banderowskiej zbrodniˮ, w którym ta znana badaczka wydarzeń wołyńskich przytacza wiele relacji, zarówno polskich jak i ukraińskich,  potwierdzających obrzęd święcenia siekier i wideł zarówno przez popów prawosławnych, jak i greckokatolickich. Ewa Siemaszko pisze, że często zdarzało się i tak, że gdy jedni duchowni wołali „Bery kosu, bery niż i na Lacha riżˮ, tzn. żeby iść rżnąć Polaków, inni pomagali Polakom. I oglądając film Wojciecha Smarzowskiego miejmy na uwadze, że wśród opętanych przez nienawiść byli też Ukraińcy szlachetnego serca.

Z okazji wydania „Wołynia” na domowych nośnikach zapraszam do przeczytania mojej recenzji filmu, jaka ukazała się w dzienniku Super Nowości zaraz po premierze kinowej.

W wołyńskim jądrze ciemności

„Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego ogląda się w przerażeniu, że człowiek jest zdolny do takich okrucieństw, jakich dopuścili się ukraińscy  chłopi wobec swoich polskich sąsiadów. Na szczęście, reżyser nie posiłkuje się popularnymi w kinie gatunków rozwiązaniami, nie banalizuje ani nie ubarwia zła.

Początkowe sceny filmu wiejskiego wesela pokazują dwie nacje w miłosno – nienawistnym uścisku. Leje się gorzałka, gra muzyka, pary wirują w tańcu, uczestniczą w rytualnych godach. Anioł i diabeł  splatają  własne opowieści: o miłości, namiętności, chciwości, zazdrości, żądzy zemsty, o wybaczeniu.  Zosia przymuszona przez rodziców wychodzi za bogatego wdowca Macieja Skibę, zostaje dosłownie sprzedana za morgi ziemi, ale kocha innego, ukraińskiego chłopaka Petro. Wydarzenie to determinuje następne, fatalna miłość prowokuje zło. Uczucie Zosi do Petra nie gaśnie, jego owocem będzie dziecko, które zaakceptuje Skiba. Najpierw ginie Petro z rąk NKWD za to, że uratował Zosię przed wywózkę na Sybir, później Maciej z rąk ukraińskich nacjonalistów. Atmosfera gęstnieje od wypadków, wokół dziewczyny świat zmienia się w sen szaleńca. Zosia z dzieckiem ucieka przed rzezią, przemierza kraj spustoszony przez dzikie bandy. Pomagają jej esesmani. W końcu dociera do granicznej rzeki, ale już jako duch wieziony przez innego ducha – Petra. Sen o pojednaniu spełnia się na oczach widzów.

Reżyserowi należą się słowa uznania za to, że nadał swej opowieści o wołyńskim ludobójstwie, jakie rozegrało się w  latach 1943 – 44,  charakter eposu z wieloma wątkami i postaciami, z szeroką historyczną panoramą. Mamy zatem  prawdziwe ludzkie namiętności bez względu na wyznanie i narodowość,  ludzkie  podłości, ale i okruchy szlachetności.  Mamy prawdziwie pokazane  takie  zdarzenia, jak rytuał grzebania w ziemi  łańcuchów polskiej niewoli przez Ukraińców. Są też sceny grabieży dworu, nocnych wieców z płonącymi pochodniami, podczas których ukraińscy chłopi są podżegani przez agitatorów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów do rzezi, jest też kwestionowana przez stronę ukraińską scena świecenia w cerkwi przez księdza greckokatolickiego narzędzi zbrodni – siekier, cepów, noży, wideł. Wreszcie atak na katolicki kościół.  Reżyserowi udało się uzyskać efekt prawdziwości. Tak właśnie było.

Całości można postawić kilka zarzutów. Jeden lżejszej natury, że akcja ma kilka dziur.  Z powodu najwyraźniej pośpiesznie dokonywanych cięć w montażu niektóre sekwencje się rwą w najmniej oczekiwanych miejscach. Drugi zarzut jest poważniejszy, że pokazał  aż tak wiele… Czy reżyser mógł się jednak ograniczyć tylko do jednej sceny okrucieństwa, np. ataku na kościół? Oczywiście, że tak, ale myślę,  że wtedy nie pokazałby rozmiaru mordów, szaleństwa ludzi, tego jak rzeź rozlewała się po wsiach i przysiółkach.  A wreszcie, nie udałoby mu się pokazać, jak zbrodnia  zmieniała świadomość ludzi, jak wkraczali w jądro ciemności.

Czy już to kiedyś widzieliśmy  na ekranie? Owszem. W radzieckim filmie „Idź i patrz” Elima Klimowa. W tamtym filmie niemym świadkiem niemieckich zbrodni był wiejski białoruski chłopak, w tym staje się  Zosia, która podczas wędrówki po wołyńskich bezdrożach zmienia  się w istotę z pogranicza różnych światów. To w jej imieniu i innych pomordowanych – Polaków, Ukraińców i Żydów – powstał ten film.

Udostępnij:

Leave a Reply