„Powiernik królowej”. O wielokulturowości w historycznym przebraniu [Recenzja]

Udostępnij:
Fot. materiały dystrybutora

Królowa Wiktoria, choć nie nosiła bokobrodów, rządziła dłużej od cesarza Autro-Węgier Franciszka Józefa, bo aż 63 lata. Za jej panowania, dzięki m.in. kolonialnym podbojom, rozkwitło Imperium Brytyjskie. I głównie z tej przyczyny monarchini nie cieszy się dobrym zdaniem wśród postępowych elit. Gdy dodamy jeszcze, że Wiktoria była promotorką surowej obyczajowości i że za jej rządów do więzienia z powodu swoich seksualnych skłonności trafił Oscar Wilde a Kuba Rozpruwacz ostrym narzędziem traktował londyńskie prostytutki, to wydawałoby się, że nie pozostaje nic innego, jak tylko zwalić ją z cokołów. A tymczasem królowa nie dość, że wciąż dumnie wypina piersi na pomnikach, to jeszcze powstają o niej liczne filmy. W ostatnim  zatytułowanym Powiernik królowej reżyser Stephen Frears trzyma dwie sroki za ogon. Bo z jednej strony mocno naigrywa się z królowej i jej dworu, a z drugiej patrzy na nią z wielką sympatią. Warto zadać pytanie dlaczego?

Stephen Frears należy do pierwszej ligi światowych reżyserów. Doskonały warsztat służy mu do opowiadania ciekawych historii  przy zachowaniu jednocześnie własnego ironicznego stylu. Frears zajmuje miejsce między kinem głównego nurtu a artystycznym, nie przesuwając wahadła ani w jedną, ani w drugą stronę i pod tym względem jest podobny do swojego rodaka Allana Parkera, który niestety zamilkł. Za najlepszy film Frearsa uznaję Niebezpieczne związki (1988) z Johnem Malkovichem w roli wicehrabiego Sébastiana de Valmont, który pokazał szkołę uwodzenia dam a na końcu umierania z grymasem twarzy godnym antycznego herosa, gdy w rzeczywistości był tylko inteligentnym łajdakiem. Reżyser głównymi bohaterami swoich filmów czyni  często kobiety odważnie przekraczające społeczne ograniczenia. W Tajemnicy Filomeny opowiada o matce znajdującej po wielu latach nieślubnego syna. Mimo że to zakonnice odebrały jej dziecko, dzielna Irlandka nie straciła wiary. W Królowej angielski reżyser mówi o Elżbiecie II przeżywającej kryzys tronowy po śmierci księżnej Diany, a bohaterką Boskiej Florence uczynił damę z nowojorskiej socjety Florence Foster Jenkins,  żyjącą w nietypowym związku z o wiele młodszym aktorem i mimo braku talentu aspirującą do roli śpiewaczki operowej. Filmy Frearsa nie byłyby frekwencyjne, gdyby reżyser nie doprawiał ich szczyptą ironii i humoru godnymi Billy Wildera, nie obchodził z wdziękiem obyczajowych kanonów, jak to czynił amerykański klasyk, nie angażował najlepszych brytyjskich i amerykańskich aktorów oraz gdyby nie miał świadomości rozrywkowych funkcji kina. W tych elementach tkwi tajemnica jego sukcesu.

Oglądając Powiernika królowej przebywamy w gabinecie figur woskowych. Każdy z domowników zamku Windsdor zajmuje określoną pozycję w hierarchii, życiem dworzan rządzi zarówno sztywna etykieta, jak i humory królowej. 80-letnia  kobieta dzielnie znosi codzienne rytuały i trud panowania, jedną z nielicznych jej przyjemności jest obżarstwo, które skutkuje problemami z wypróżnianiem się. Królowa za surową maską skrywa żałobę po kochanym mężu Albercie, ot taki melancholijny rys na wielkości Imperium. Jej życie odmienia się, gdy do pałacu przybywa młody indyjski muzułmanin Abdul Karim, ściągnięty z Indii wraz z innym muzułmaninem do wzięcia udziału w uroczystości wręczenia królowej drogocennej monety wydanej przez rządzącą niegdyś Indiami dynastię Mogołów. Przystojny Abdul jednym spojrzeniem, no może dwoma, sprawia, że królowa zatrudnia go do roli osobistego sekretarza i nauczyciela. Uczy ją języka urdu i historii Indii, sędziwa królowa odzyskuje radość życia, na co krzywym okiem patrzą dworzanie oraz 50-letni syn – pretendent do tronu.

Zatem  kolejny film o niekonwencjonalnej kobiecie, która wbrew otoczeniu dopina swego. Film o zderzeniu odmiennych  mentalności, o pozornej wyższości Anglików nad „dzikimi”, o cenie sprawowania władzy i o prawie do własnego życia. A nade wszystko historia o starości. Zagrana przez wspaniałą Judi Dench Wiktoria to pełnokrwista, inteligentna i obdarzona mężnym charakterem kobieta. Reżyser nie bawi się w psychoanalizę, by wytłumaczyć osobliwą przyjaźń między nią a muzułmaninem, i to z niższej kasty. Reżyser poprzestaje na eksponowaniu ciekawości wzajemną odmiennością, na tym, że zarówno starość, jak i młodość mają wiele sobie do zaproponowania. To pocieszające w dzisiejszych czasach. Motywację Abdula tłumaczy wschodnią przebiegłością (podoba mu się Anglia i chce w niej pozostać) oraz sztuką pełnienia w społeczeństwie kastowym przeznaczonych z góry ról. Jak nakazuje mądrość Orientu, Abdul bez cienia sprzeciwu, po mistrzowsku i z teatralną ostentacją zajmuje miejsce w życiu, jakie powierza mu Allach. Tak, Powiernik królowej jest teatrem o nietypowej przyjaźni, o zachłanności na życie, gdy zbliża się ono kresu i wreszcie o odchodzeniu w cień. O umieraniu.

Ale Stephen Frears nie nakręciłby filmu o konserwatywnej królowej Wiktorii, gdyby nie chciał przekazać czegoś więcej. Przyjaźń między monarchinią a egzotycznym przybyszem z Indii była przez dziesięciolecia skrywana przez rodzinę królewską i rząd brytyjski. Wypłynęła na światło dzienne stosunkowa niedawno, gdy ukazały się wspomnienia Abdula. Myślę, że Frears swoim filmem chce powiedzieć widzom, że tak jak przed laty obecność obcego okazała się zbawienna w skutkach dla sędziwej królowej, tak teraz imigranci z krajów Trzeciego Świata uratują starzejącą się Europę. Taka jest najważniejsza wymowa wielokulturowej herbatki z królową Anglii.

Powiernik królowej (Victoria and Abdul), USA, Wielka Brytania, reż. Stephen Frears, w rolach głównych: Judi Dench, Ali Fazal, Eddie Izzard, Michael Gambon, premiera polska: 15 września.

Udostępnij:

Leave a Reply