Popkulturowy Vincent van Gogh

Udostępnij:

Nie Ida Pawlikowskiego, nie Wołyń Smarzowskiego, nie Miasto 44 Komasy, a Twój Vincent będzie z pewnością najgłośniejszym polskim filmem tej dekady. Produkcja  Doroty Kobieli i Hugh Welchmana, nad którą pracowało około stu grafików, bije rekordy popularności w polskich i zagranicznych kinach, co w przypadku animacji jest nie lada wydarzeniem.

Jest kilka przyczyn popularności polsko-brytyjskiego filmu. Wymieńmy kilka, by zrozumieć popkulturowy fenomen o nazwie Twój Vincent. Przede wszystkim nawiązanie do trwającej od dziesięcioleci dobrej passy van Gogha. Nie jest to pierwszy film o malarzu. W roku 1956 została zekranizowana głośna powieść Irvinga Stone’a Pasja życia z 1934 r. z Kirkiem Douglasem w roli głównej i Anthony Quinnem jako Paulem Gauguinem. W 1990 r. Robert Altman nakręcił Vincenta i Teo a w 2006 roku powstały Oczy van Gogha Alexandra Barnetta. W 2011 roku Woody Allen promował swoją komedię O północy w Paryżu wykorzystując na plakatach słynny obraz holenderskiego mistrza Gwiaździsta noc. W ten deseń uderza Twój Vincent. Film jest bardzo malarski. Twórcy opowiadają o tragicznym życiu Holendra, naśladując jego bogaty kolorystycznie styl. Opowieść składa się z ciągu  cytowanych i trawestowanych dzieł malarza. Można wybrać się do kina choćby tylko po to, by je rozpoznawać. To wielki ukłon w stronę magii oryginału w epoce elektronicznej reprodukcji, rozmycia się roli autora w wielu kopiach i zapożyczeniach.

Inną przyczynę popularności filmowego obrazu można znaleźć w przyjętej formule kryminału. Na planie fabularnym Twój Vincent ma coś z Rashomona Kurosawy i Obywatela Kane’ a Wellesa, z tym że nie dorównuje tym arcydziełom. Śledztwo w sprawie nagłej śmierci van Gogha prowadzi syn przyjaciela artysty, listonosza z Arles Josepha Roulina. Rozmawia on z wieloma osobami przedstawiającymi własne interpretacje zdarzeń i w ten sposób zamazuje mu się obraz ostatnich godzin życia malarza. Problem z ustaleniem prawdy to nic nowego dla współczesnej kultury.

Niestety, atrakcyjna formuła rodzi pewne uproszczenia i nie pozwala wniknąć głębiej w psychikę malarza. W ciągu zaledwie kilku lat van Gogh namalował wiele genialnych postimpresjonistycznych obrazów, w ciągu życia był niedoceniany, dopiero na kilka miesięcy przed samobójczą śmiercią na jego dzieła zwrócił uwagę krytyk sztuki Albert Aurier. Po śmierci w 1890 roku van Gogha okrzyknięto „wizjonerem” i „geniuszem”. Zaczęła rodzić się legenda artysty, który miał żyć w biedzie, gdy tymczasem ona mu aż tak nie doskwierała. Legenda przełożyła się na ceny obrazów, które z roku na rok zaczęły rosnąć, osiągając pod koniec XX w. za sprawą japońskich kolekcjonerów astronomiczny pułap kilkudziesięciu milionów dolarów.

Niepowtarzalny styl van Gogha lekarze próbowali tłumaczyć jego uszkodzonym mózgiem i chorobami. Dominacja żółtych plam w fakturze obrazów miała się brać od leku digitalis, którym malarz leczył ataki epilepsji. Aby zredukować objawy padaczki, lęku i depresji, van Gogh pił absynt, zawierający toksyczny związek tujon. Kto wie, czy ta trucizna nie wpłynęła dodatkowo na tendencję malarza do widzenia świata na żółto. Niewykluczone, że  malarz cierpiał na chorobę dwubiegunową, gdyż szybko przechodził  od entuzjazmu do depresji. Dlatego bliscy nie rozumieli jego zachowania i byli zszokowani faktem  samobójstwa. Twój Vincent niewiele też mówi na temat religijności malarza. Wiadomo, że artysta chciał zostać jak jego ojciec pastorem, ale z pożytkiem dla sztuki mu nie wyszło. Boga ujrzał dopiero w gwiazdach oraz w słonecznikach, irysach i łanach zbóż.

Udostępnij:

One Response

  1. pan Szczepionka 25 października 2017

Leave a Reply