Bez entuzjazmu o „Zgodzie” [Recenzja]

Udostępnij:
Fot. materiały dystrybutora

Pełnometrażowy debiut fabularny Macieja Sobieszczańskiego wzbudza zachwyt dużej części polskich krytyków. Niestety, trudno podzielać jej entuzjazm. Film mimo że jest utrzymany w interesującej „brudnej” stylistyce, tak naprawdę nie dostarcza żadnej odkrywczej wiedzy na tematy historyczne, a tym bardziej ludzkich wyborów.

O latach zarazpowojennych w Polsce wiemy coraz  więcej dzięki pracy wielu badaczy. W kontekście wychodzących na światło dzienne dokumentów i faktów dotychczasowe filmy na ten temat, jak chociażby Pułkownik Kwiatkowski (1995) Kazimierza Kutza, wydają się być po prostu ponurym żartem. Trudno się zatem dziwić, że współczesne pokolenie filmowców stara się uporać z białymi plamami w naszej historii. Na pewno z dobrym skutkiem, jeśli chodzi o Różę Smarzowskiego i Generała Nila Bugajskiego, a z miernym w przypadku Roja i Wyklętych. Jaka jest zatem Zgoda, najnowszy obraz poruszający tematykę przechodzenia Polski spod jednej okupacji pod drugą? Nie do końca udany.

Maciej Sobieszczański opowiada miłosną historię w obozowej scenerii na Górnym Śląsku. Role katów i ofiar się odwróciły. Teraz katami są Polacy z opaskami „MO”, a niewolnikami Niemcy, Ślązacy i inni Polacy. W polskiej więźniarce kochają się dwaj mężczyźni – niemiecki więzień i strażnik. Franek chce zdobyć Annę. By nie podpaść dowództwu, zaczyna gorliwie wywiązywać się z obowiązków oprawcy. Mimo dobrze pomyślanego konfliktu, reżyser buduje bohaterów jakby bez przekonania, nie rozwija ich ani psychologicznie, ani ideowo, w zasadzie czyni wielkimi niemowami słabo wyrażającymi swoje stany wewnętrzne. Nie pomagają mu w tym konstrukcyjne uchybienia. Najpierw na drodze Franka stawia interesującego antagonistę, by następnie go porzucić. Słabości scenariusza ma widzom wynagrodzić brutalizm i okrucieństwo. Styl ma być jedynym odautorskim komentarzem do pokazywanych zdarzeń (choć jak na dramat za mało w nim zbliżeń twarzy). Częste dla współczesnych filmowców rozwiązanie, że ekranowe zdarzenia same powinny się tłumaczyć bez ingerencji wszechwiedzącego narratora, w tym przypadku zawodzi. Tym bardziej że na planie scenariusza można dostrzec co najmniej jedną niekonsekwencję. Pod koniec opowiadania pada informacja, że konkurent Franka choruje na tyfus i grozi mu śmierć, potem się okazuje, że to Anna jest bardzo chora. Inny zarzut: tam, gdzie wymagałaby tego logika budowania ludzkich konfliktów, reżyser unika  emocji, dostarczając ich natomiast w nadmiarze w scenach zbiorowych. W efekcie nie wiadomo, czy mamy do czynienia z filmem o miłości czy też o obozowym życiu i z czyjej perspektyw jest opowiedziany. Reżyser zaskoczyłby nas wszystkich, gdyby historię przedstawił z punktu widzenia młodego Niemca. Byłoby wtedy o czym dyskutować.

Zgoda, dramat, Polska 2017 (87 min), scen. i reż. Maciej Sobieszczański, w rolach głównych: Julian Świeżewski, Jakub Gierszał, Zofia Wichłacz, premiera 13 października 2017.

Udostępnij:

Leave a Reply