„Blask” Naomi Kawase. W świetle zachodzącego słońca

Udostępnij:
Fot. materiały prasowe/Aurora Films

Słońce jest najważniejszym bóstwem w szintoizmie. Dało początek pomniejszym bóstwom oraz samym Japończykom. Mieszkańcy archipelagu otaczając tarczę słoneczną kultem, wyrażają pokorę i zarazem podziw dla sił natury reprezentowanych najpełniej przez świętą górę Fidżi. Od dawien dawna pielgrzymują na wulkaniczną górę, by na jej szczycie modlić się o świcie do wschodzącego słońca i w tym przebłagalnym akcie odradzać się na nowo. Dramat japońskiej reżyserki Naomi Kawase Blask jest takim właśnie hołdem oddanym słońcu. Tyle że nie wschodzącemu, ale u kresu dnia.

Ta historia nie rozdawałaby tylu promieni słonecznych, gdyby nie młodziutka, prawie że dziewczęca twarz głównej bohaterki Misako. Kobieta zajmuje się audiodeskrypcją, czyli opowiadaniem osobom niewidzącym i niedowidzącym  filmów w partiach pozadźwiękowych. Misako robi to z sercem, mimo to nie trafia w oczekiwania słuchaczy. Nie potrafi oddać „architektury” przestrzeni i skali uczuć filmowych bohaterów. Jej opowieść jest jednowymiarowa. Szczególnie  krytyczny wobec pracy dziewczyny jest artysta fotografii Nakamori. Mężczyzna w zastraszającym tempie traci wzrok. Nie akceptuje swojej niepełnosprawności, co utrudnia mu kontakt z ludźmi. Nie dostrzega, że Misako jest nim zainteresowania.

Najważniejszymi motywami są nie tylko wzrok i sztuka patrzenia, ale również pamięć. Jak refren padają słowa, że świat nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy tracimy go z pola widzenia, gdy znika i gdy wydobywamy jego obrazy z pamięci. Prawdę tę przekazują młodej kobiecie osoby niewidzące. Jest ona wśród nich jak uczeń pośród mądrych starców. Sokrates był ślepym poszukiwaczem prawdy filozoficznej.

Dziewczyna odkrywa siebie i zapisany głęboko w świadomości  obraz zachodzącego słońca, gdy szukając chorej na Alzheimera matki trafia na szczyt góry, z którego, dawno temu, razem ze swym nieżyjącym ojcem, podziwiała zachód słońca. Droga przypominania sobie rzeczy najważniejszych, wydobywania ich z mroku niepamięci, biegnie w filmie japońskiej reżyserki razem ze słońcem. Pytanie tylko, dlaczego obsesją bohaterki są zachody słońca? Na czym polega mistyczna siła gasnącej tarczy słonecznej, której operator nigdy nie pokazuje całej, tylko zawsze zza ludzkich sylwetek. To tajemnica głównej bohaterki, jej osobista mitologia.

Film opowiedziany jest dużymi zbliżeniami ludzkich twarzy i oczu. Tyle się mówi o mowie ciała, a tak mało o mowie oczu. Trudno się dziwić, bo na Zachodzie coraz częściej unikamy patrzenia sobie prosto w oczy. Przypominają o tym niepełnosprawni w Blasku. Temu służą też eksponowane przez pracę kamery różne punkty widzenia. Świat widziany przez fotografa jest rejestrowany „z ręki”,  mało czytelny, zamazany. Nakamori próbuje wykonywać zdjęcia swoim aparatem, który jest dla niego cudownym medium docierania do ludzi i przedmiotów, ale gdy w końcu przyjmuje do wiadomości, że straci wzrok, pozbywa się aparatu. Zaczyna  patrzeć na świat swoimi wewnętrznymi oczami i oczami Misako.  Nie potrzebuje żadnego medium.

Naomi Kawase  nakręciła film o sztuce filmowej. Wzrok i sztuka patrzenia były niejednokrotnie  tematyzowane w kinie. W amerykańskich thrillerach funkcja wzroku i  voyeuryzm  służą do eksponowania iluzji sztuki filmowej, podkreślania jej sztuczności  i spektaklu. W tym przypadku sztuka patrzenia służy także do docierania do prawdy.

 Blask, Japonia 2017 (101 min), reż. i scen.  Naomi Kawase, w rolach głównych: Masatoshi Nagase i Ayame Misaki, polska premiera: 9 lutego 2018 r.

 

Udostępnij:

Leave a Reply