Biały mężczyzna w Nowym Świecie. Recenzja filmu „Zama”

Udostępnij:

W tym filmie nie znajdziemy niczego pozytywnego, co by mogło ożywić europejskie fantazje na temat podbojów Nowego Świata. Nowy ląd nie oferuje białym zdobywcom ani złota, ani sławy, ani zaszczytów, tylko znudzenie, choroby i rozmycie się własnego „ja” w gorącym klimacie.

Plakat filmu „Zama”. Fot. materiały prasowe

Film jest adaptacją powieści Zama z 1956 roku argentyńskiego pisarza Antonio di Benedetto wydanej w Polsce po raz pierwszy i, jak dotąd jedyny, kilkadziesiąt lat temu w serii Wydawnictwa Literackiego „Proza Iberoamerykańska”. Pisarz, którego twórczość porównywana jest z dokonaniami Borgesa i Kafki, stawia swojego bohatera, XVIII-wiecznego radcę prawnego w podbitym przez hiszpańską Koronę  terytorium, o dzisiejszej nazwie Paragwaj, w iście kafkowskiej sytuacji. Oto bohater, mężczyzna w średnim wieku, który najlepsze lata ma już za sobą, bezskutecznie czeka na decyzję króla o przeniesieniu z Asuncion do Korony albo też do jakiegoś większego kolonialnego miasta – np. Buenos Aires. Brak odpowiedzi na kolejne pisma działa na Zamę destrukcyjnie. By zapomnieć o swoim położeniu, usiłuje wdać się w romans z żoną ministra, ale ona drwi z niego. Zdegradowany przez nowego gubernatora prowincji przenosi się do starego domu, w którym niegdyś mieszkał i w którym zaczyna go trawić gorączka. Odtrąca go nawet Indianka, z którą ma dziecko.

Duch Borgesa, który żwawo zabawiał się literackimi mistyfikacjami, nadając im ważniejszy status niż prawdzie historycznej, ujawnia się w filmie Lucrecii Martel  w mityzowaniu rzeczywistości, jakiej dokonują zdobywcy. Jak ognia boją się oni bezwzględnego awanturnika  Vicuña Porto, dlatego podważają jego istnienie, zamieniają w li tylko legendę. Inny Borgesowski trop to motyw zakazanej, silniejszej od rzeczywistości książki, jaką odważył się napisać podczas służby pewien zbuntowany urzędnik pośledniej rangi.

W ostatniej, bodaj najlepszej części filmu, Don Diego da Zama dostaje od gubernatora nowe zadanie: ma oczyścić ważny szlak handlowy z przestępców i tubylców. Tropikalne, nakręcone w bagnach sekwencje przypominają odpowiednie z Czasu apokalipsy Coppoli, Podróży do Nowej Ziemi Malicka i  Aguirre, gniew boży Wernera Herzoga. W niegościnnych dla białego człowieka miejscach następuje ostateczna konfrontacja marzeń o wielkich skarbach z południowoamerykańską rzeczywistością.

W tym filmie można odnaleźć jeszcze jeden literacki trop: powieści Grahama Greene’a o zderzeniu się białego kolonizatora z egzotycznymi lądami. Wątek odzierania białego człowieka z jego marzeń, ambicji i wyższości cywilizacyjnej widać np. w książce Sedno sprawy. Tyle że w filmie argentyńskiej reżyser trudno znaleźć religijną perspektywę angielskiego pisarza, nie ma też u niej metafizycznych tropów z Franza Kafki.

Lucrecia Martel opowiada swój film z kobiecą wrażliwością. Zwraca uwagę na wymiary, które by przeszły niezauważone przez mężczyznę reżysera: pełno w tej opowieści dzikich, nieokiełznanych dźwięków, form i kształtów. Na planach filmowych panuje pozorny chaos. Otocznie hiszpańskiego  urzędnika nie daje się uformować w myśl znanych wzorców. Widać to po postawie służących niewolników, którzy częstokroć mają w nosie polecenia swojego białego pana. Obraz zyskuje na sensualnej intensywności, gdyż w narracji dominują średnie i bliskie plany. Martel pokazuje mowę uwięzionych w obcej kulturze białych ciał podświadomie pragnących zrzucić z siebie cywilizowane funkcje i ubrania.

Z uwagi na wyraźną feministyczną perspektywę film Lucrecii Martel nie jest propozycją dla widzów, którzy oczekują wielkich, budujących opowieści, którzy chcą uczestniczyć we wspólnotowych narracjach. W tej historii biały mężczyzna nie walczy o honor swojego króla niczym samuraj, ale przegrywa z własnymi niespełnionymi ambicjami i groźnym klimatem. Jest intruzem, kimś, kto grzęźnie w niepoznawalności Nowego Świata. Kto zaczyna tracić rozeznanie w tym, co jest prawdą, a co złudzeniem i pogańską iluzją.

  Ocena: 4/6

    Zama, dramat (115 min), Argentyna, Francja, Hiszpania, Holandia, USA 2017, reż.  Lucrecia Martel, w rolach głównych: Daniel Giménez Cacho i Lola Dueñas. W kinach od 31 sierpnia 2018.

Udostępnij:

Leave a Reply