Mało udana kaszubska epopeja. Recenzja „Kamerdynera”

Udostępnij:
Sebastian Fabijański w kaszubskiej epopei „Kamerdyner”. Fot. materiały prasowe/Next Film.

Filipowi Bajonowi nie powiodła się ambitna  próba namalowania wielkiego fresku małej grupy etnicznej – Kaszubów. Epicki, obejmujący prawie pół wieku Kamerdyner, rozsypuje się jak piasek na wietrze pod względem wielości wątków,  postaci, motywów, trzeba przyznać, że niejednokrotnie bardzo interesujących, i ekspresjonistycznych kadrów. Produkcji brakuje myślowej głębi, jakiejś przewodniej idei, tytułowa postać jest blada i zagubiona na planie. Wielka szkoda!

Jest to ufundowana za dużą sumę 15 mln złotych i realizowana przez 7 lat opowieść o kaszubskim chłopcu Mateuszu Krolu, którego matka umiera podczas porodu. Noworodka przygarnia baronowa von Krauss, od tego momentu życie Mateusza splata się na dobre i złe z sagą pruskiego arystokratycznego rodu. Uzdolnionego muzycznie Matiego odpycha ojciec hrabia Hermann von Krauss, nie akceptuje też przyrodni brat Kurt. Dorastający chłopiec odnajduje się w kaszubskiej grupie etnicznej, po latach znajduje w sobie polskość.

To mógł być naprawdę wielki film, gdyby twórcom nie zabrakło dyscypliny, gdyby nie dali się zwieść bałtyckiej bryzie. Mająca w dorobku bardzo udany scenariusz Czarnego czwartku. Janek Wiśniewski padł trójmiejska spółka autorska Mirosław Piepka i Michał S. Pruski rozpisała partyturę na wiele lat i postaci. Niestety, nie uchwyciła ludowej specyfiki Kaszubów, nie pokazała ich koegzystencji z morzem, nie skupiła się na postaci Mateusza i nie pokazała skali jego przeżyć (zaniedbany wątek muzycznych zdolności bohatera), więcej natomiast miejsca przeznaczyła na odmalowanie psychiki członków pruskiego rodu i ich kulturowego poczucia wyższości wobec autochtonów i Polaków. W pałacu spoczywa punkt ciężkości tej historii. Natomiast Filip Bajon wiedziony własną artystyczną pasją zrealizował widowisko przepyszne pod względem odważnych ujęć i obrazów nasyconych intensywnymi barwami i kontrastami, widowisko pulsujące od skrajnych emocji, naznaczone krwią (jej tajemny ślad prowadzi historię od przyjścia na świat Mateusza w 1900 roku do mordu dokonanego przez Niemców na Kaszubach i Polakach w Piaśnicy na przełomie 1939 i 1940 roku), ale nie sposób znaleźć odpowiedzi na pytanie o celowość tej estetycznej esktrawagancji. Stylistyczny ekspresjonizm reżysera często utrudnia odbiór filmu, obrazy, owszem działają z wizualna mocą, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że się odklejają od fabuły. Zawiedli też aktorzy. Najwyraźniej każdy z nich gra „do swojej bramki”, gole strzela głównie Adam Woronowicz jako Hermann von Krauss, między aktorami zabrakło chemii. Trudno też pochwalić  Sebastiana Fabijańskiego za rolę Mateusza Krola. Jego postać jest bezbarwna, pozbawiona jakiś szczególnych rysów, Fabijański jest mało przekonywujący jako kochanek Marity von Krauss.

Wątek zakazanej miłości należy do najważniejszych. Mateusz i Marita mają jednego biologicznego ojca. Podobnie homoseksualizm brata Marity – Kurta, który zaprowadza go do fascynacji nazizmem i wstąpienia do SA. Ale to wszystko są mocno zużyte tropy, wiele filmów powstało na temat seksualnego podłoża nazizmu. Polski reżyser niczego ciekawego nie wnosi do tego dyskursu, począwszy od Limuzyny Daimler Benz znajduje się pod wpływem europejskich kodów kulturowych, w oparciu o nie dokonuje analizy nazizmu i niemieckiego kolonializmu.

Śląsk ma swojego Kazimierza Kutza. Czy Kaszubi doczekają się piewcy swojej małej ojczyzny? Bo ubrany w elegancką liberię Kamerdyner jak na razie w niewielkim stopniu przybliża Kaszubów innym Polakom.

Ocena: 3/6

Kamerdyner, Polska  2018, dramat historyczny (150 min), reż.  Filip Bajon, w rolach głównych: Janusz Gajos,  Sebastian Fabijański,  Marianna Żydek, Anna Radwan, Adam Woronowicz. Dyst. Next Film. W kinach od 21 września 2018.

Udostępnij:

Leave a Reply