Niemcy prymusem pamięci o Holocauście?

Udostępnij:
Fot. Instytut Pileckiego.

O polityce kanclerza Helmuta Kohla prowadzonej w obronie prestiżu „nowych” Niemiec w kontekście amerykańskiej pamięci o Holocauście pisze historyk Jacob S. Eder w ważnej także z polskiego punktu widzenia książce Lęk przed Holocaustem. Republika Federalna Niemiec a amerykańska pamięć o Holokauście od lat 70. XX wieku.Wydana nakładem Instytutu Pileckiego w Warszawie praca ma szansę stać się lekturą obowiązkową dla naszych specjalistów zajmujących się polityką historyczną i dyplomacją kulturalną państwa, gdyż jej autor dokładnie opisuje, ile pieniędzy, zabiegów i subtelnych metod wymagają te dziedziny władzy.

Jacob S. Eder sięgnął do licznych źródeł i dokumentów, także utajnionych, i drobiazgowo odtwarza zmagania kanclerza Kohla i jego zaufanych ludzi z rodzącą się w Stanach Zjednoczonych kulturą upamiętniania Holocaustu. Krok po kroku opisuje wszystkie fazy relacji niemiecko-żydowskich i niemiecko-amerykańskich od końca lat 70. ub. wieku po okres po zjednoczeniu Niemiec w kontekście odpowiedzialności państwa niemieckiego i nazistów za Zagładę Żydów. Materiał badawczy został skrupulatnie zebrany i uporządkowany, następnie poddany drobiazgowej analizie; mimo naukowego oręża w postaci wielu przypisów i odnośników książkę czyta się świetnie. Wielość cytatów uwiarygadnia naukową wartość pracy bez szkody dla płynności narracji. Lęk przed Holocaustem może być wzorem dla innych badaczy, jak analizować historyczne procesy. Tytuł książki w zamyśle autora wskazuje, że lęk niemieckich, głównie konserwatywnych i prawicowych elit wobec działań żydowskich środowisk w Stanach Zjednoczonych, polegających na upowszechnieniu wiedzy o Zagładzie i zamienianiu etnicznego doświadczenia ofiar Holocaustu w uniwersalny archetyp, z biegiem lat okazał się nieuzasadniony, a Niemcy wyszły z tej rozgrywki z podniesionym czołem.

Amerykańska kultura upamiętnienia Holocaustu swymi początkami sięga lat 70. ub. wieku i nie rozpowszechniłaby się, gdyby nie mass media. Jaskółki nowego zjawiska pojawiły się z chwilą emisji w 1978 roku serialu NBC Holocaust, który podobnie jak Korzenie cieszył się wielką popularnością w USA. Po tym serialu Departament Sprawiedliwości rozpoczął poszukiwania nazistowskich zbrodniarzy wojennych ukrywających się w USA, a prezydent Jimmy Carter podjął decyzję o ustanowieniu komisji do spraw Holocaustu, co bezpośrednio wpłynęło na powstanie zrealizowanego dopiero w 1993 roku planu budowy pierwszego amerykańskiego Muzeum Holocaustu  (United States Holocaust Memorial Museum) w prestiżowym miejscu w Waszyngtonie – w pobliżu National Mall. Rząd niemiecki najbardziej obawiał się właśnie tej inicjatywy i chciał wpłynąć na charakter ekspozycji, by obok narracji o nazistowskim ludobójstwie znalazła się także opowieść o sukcesach „nowej” demokratycznej RFN. Dyplomatom niemieckim udało się zdobyć zaufanie Elie Wiesela, ocalałego z Holocaustu autorytetu moralnego i przewodniczącego Rady waszyngtońskiego Muzeum, lobbując skutecznie na rzecz przyznania mu pokojowego Nobla. Wiesel jednak nie odwdzięczył się Niemcom, gdyż nieoczekiwanie ustąpił ze stanowiska.

Wbrew niemieckim zabiegom Muzeum powstało w takim kształcie, jak planowali jego organizatorzy, a po nim inne tego typu placówki. Do amerykańskich podręczników i programów edukacyjnych trafiły materiały o Holocauście. Amerykanie jakby w poczuciu winy za ludobójstwo Indian wprowadzili szerokimi drzwiami do swojego dziedzictwa upamiętnianie i nauczanie o Zagładzie.

Kilkadziesiąt lat niemieckich zmagań, by Holocaust nie stał się synonimem Niemiec, obfitowało w wiele zakrętów i zakulisowych gier, jedno co warto podkreślić, to to, że Niemcy zawsze starały się podkreślać, że są najwierniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Europie, że odrobiły lekcję denazyfikacji i demokratyzacji kraju, że są cywilizowanym narodem, którego kultura nie jest  – jak twierdziło wielu żydowskich  działaczy –  immanentnie obciążona antysemityzmem.

Po zjednoczeniu obu państw niemieckich, czemu były przeciwne kręgi żydowskie w Ameryce, Niemcy stały się najsilniejszym i najbogatszym państwem w Europie. Szybko okazało się, że narracja historyczna Muzeum Holocaustu w  Waszyngtonie nie wpłynęła negatywnie na wizerunek nowej potęgi. Niemcy swoją reputację jako państwa rozliczającego się z mroczną przeszłością potwierdziły budując w 1999 roku w centrum Berlina Pomnik Pomordowanych Żydów Europy i godząc się wypłacić duże odszkodowania na rzecz żydowskich ofiar w Europie Wschodniej; wcześniej zdobyły przychylność środowisk żydowskich dla wybudowania w 1993 roku Centralnego Miejsca Pamięci Republiki Federalnej Niemiec dla Ofiar Wojny i Tyranii kreującego narrację o udziale Niemców w walce z nazistowskim i innymi totalitaryzmami. Pozytywny wpływ na przebudzenie niemieckiej autorefleksji oraz na poprawę klimatu wokół Niemiec miał też film Spielberga z 1993 roku Lista Schindlera. Holocaust stał się elementem narodowej samoświadomości Niemców. Tak podsumowuje te procesy autor Lęku przed Holocaustem:

„Konfrontacja z amerykańską kulturą upamiętnienia Holocaustu od końca lat 70. wywarła głęboki wpływ na rozrachunek Republiki Federalnej z nazistowską przeszłością w kraju, jak również za granicą. Do końca lat 80. Republika Federalna przyjęła pełną odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez reżim nazistowski, ale wyrzekła się także wszelkich roszczeń do współdecydowanie o tym, jak ofiary za granicą pamiętają swoje cierpienie. Niemożność powstrzymania rosnącej obecności pamięci o Holokauście za granicą – w Stanach Zjednoczonych i w innych krajach – dała też Republice Federalnej sposobność do zaprezentowania się jako wzorcowe państwo, które uporało się z następstwami ludobójstwa. Jak zauważył historyk Wulf Kansteiner, w Europie po zimnej wojnie Niemcy występują jako »współuczestnik pamięci«, a nawet »nauczyciel pamięci«.”  

Praca Jacoba S. Edera pokazuje, że droga Niemców i amerykańskich Żydów od wzajemnej wrogości i nieufności  do częściowego poznania i zrozumienia była długa i ciernista. Dzięki ujawnionym przez autora poufnym dokumentom widać, jak w kręgach chadeckich i konserwatywnych, ale i socjaldemokratycznych, długo utrzymywała się ostrożność  a nawet dobrze maskowana niechęć wobec amerykańskich Żydów i ich organizacji. Ze strony niemieckich czynników, nawet Kohla, padały zarzuty pod adresem emocjonalności postępowania strony żydowskiej, negatywnej roli żydowskiego lobby i mass mediów, pisano o komercjalizacji pamięci o Holokauście przez „przedsiębiorstwo Holocaust”. Z kolei dla środowisk żydowskich polityka historyczna była elementem budowania zagrożonej przez rozmycie własnej tożsamości, a także narzędziem do wspierania polityki Izraela i wywierania nacisku na Niemcy, by zerwały kontakty polityczne i ekonomiczne z krajami arabskimi, a nade wszystko do uczynienia z Zagłady uniwersalnego moralnego probierza wszelkiego ludzkiego zła.

W książce nie ma polskich wątków. Natomiast powstaje pytanie, jakie konsekwencje ma dla nas uniwersalizacja Holocaustu, szczególnie w niemieckim wydaniu. Niestety, nie do końca pozytywne, gdyż nie sposób pozbyć się wrażenia, że nasz zachodni partner dąży na płaszczyźnie narracji historycznej do podzielenia się z innymi narodami odpowiedzialnością za Zagładę. Oto znamienny cytat z książki Edera:

„Dla Europejczyków poza Niemcami uniwersalizacja Holocaustu i rozszerzenie jego upamiętnienia na wiele krajów europejskich oznaczało krytyczne spojrzenie na własną kolaborację z reżimem nazistowskim i udział w eksterminacji europejskich Żydów. Doprowadziło to, jak wykazali Aleida Assmann i Sebastian Conrad, do »europejskiej debaty o winie za Holocaust, która w latach 90. podkopała wiele wygodnych mitów narodowych w krajach takich jak Austria, Polska, Francja, Holandia czy Szwajcaria«. Holocaust stał się centralnym punktem europejskiej pamięci poza Niemcami i przyczynił się do »równomiernego rozłożenia winy« na kontynencie europejskim.”

Warto jeszcze cofnąć się do lat 50. Kreowana wówczas, także w filmach, przez niemieckich urzędników, częstokroć byłych nazistów, polityka historyczna polegała na odseparowaniu narodu od nazistów, na oczyszczaniu niemieckich sumień z odpowiedzialności za Zagładę i na rozpowszechnianiu poglądu, że tylko wąska klika była odpowiedzialna za ludobójstwo, oraz na wyolbrzymianiu roli niemieckiego ruchu oporu. O trwałości tych wątków mówią zrealizowane w ostatnich latach w Niemczech filmy, m.in.  Sophie Scholl i serial  Nasze matki, nasi ojcowie oskarżający AK o mordowanie Żydów. Wszystko wskazuje na to, że Niemcy, mimo wzięcia odpowiedzialności za Holocaust, chcą przejść z roli odpowiedzialnych za wywołanie II wojny światowej i Holocaust do roli ofiar Hitlera i moralnych zwycięzców walki z nazizmem.

 Jacob S. Eder, Lęk przed Holocaustem. Republika Federalna Niemiec a amerykańska pamięć o Holocauście od lat 70. XX wieku, Warszawa 2019.

Udostępnij:

Leave a Reply