Pozytywny obraz Łemków w książce Marka A. Koprowskiego

Udostępnij:

lemkowie_72dpi-1

Łemkowie, choć nigdy nie wystąpili przeciw Polsce, doznali wiele krzywd od komunistycznych władz. Dzieje tej grupy etnicznej przypomina Marek A. Koprowski w książce „Łemkowie. Losy zaginionego narodu”.

Marek A. Koprowski jest uznanym popularyzatorem historii, opisuje losy Polaków na Wschodzie. Najbardziej  znana jest jego seria książek „Wołyń. Epopeja  polskich losów 1939-2013”, w której  zebrał wiele relacji świadków rzezi wołyńskiej na Polakach. „Choć jest to spojrzenie osobiste, relacje te mają walor dokumentu” – tłumaczy Koprowski charakter swojego cyklu. Według podobnego klucza została ułożona najnowsza książka Koprowskiego „Łemkowie. Losy zaginionego narodu”, na stronach której na temat dziejów tej  małej rusińskiej grupy etnicznej wypowiadają się: Teodor Gocz, założyciel Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej koło Barwinka, jego żona Maria oraz Bogdan Gambal.

Zatrzymajmy się na chwilę nad relacją Gocza, bo w niej najwyraźniej odbija się los Łemków, małego narodu karpackiego, wciśniętego między Polaków, Ukraińców, Słowaków.

Gocz urodził się w 1929 roku w Zyndranowej. Tam chodził do grekokatolickiej cerkwi i szkoły.  Z okresu II wojny światowej najbardziej zapamiętał bitwę o Przełęcz Dukielską,  bo grzebał ofiary tej krwawej bitwy. Po wojnie nastał smutny czas dla Łemków – najpierw byli wysiedlani do ZSRR, a później w ramach Akcji Wisła na zachodnie ziemie Polski. Nie ominęło to młodego Teodora, który został posądzony o sprzyjanie UPA. Gocz był bity na UB w Jaśle, więziony razem z Ukraińcami na rzeszowskim zamku. Po odbyciu kary  w więzieniu w Wiśniczu  wyszedł na wolność i wstąpił do służby zasadniczej w LWP, trafił do karnej kompanii górniczej, służył w śląskich kopalniach i na powierzchni. Gdy wrócił do Zyndranowej, wieś była wyludniona i rozgrabiona. Pracował w lesie, w miejscowym sklepie, od początku zaangażował się w działalność  na rzecz utrzymania łemkowskiej tożsamości. Razem z mieszkańcami wsi chciał  uratować  zyndranowską cerkiew, ale nie udało się.  Władze rozebrały cerkiew i wywiozły. Z powodu ciężkich warunków życia wyjechał za pracą  na Ziemie Odzyskane. W rodzinne strony wrócił   na stałe po odwilży październikowej. Na Łemkowynę, jak Łemkowie nazywają swoją ojczyznę, mogli wracać ci autochtoni, których domy stały puste, nie były zajęte przez polskich  osadników.

Obserwowany przez milicję i WOP Gocz nie rezygnował z działalności kulturotwórczej  na rzecz swojej społeczności. W 1968 roku w starej chacie swojego pradziadka w Zyndranowej założył pierwszą na terenie Łemkowszczyzny Izbę Muzealną. Muzeum to przechodząc różne koleje działa do dziś. W 1970 roku mieszkańcy wsi zaadaptowali  budynek gromadzki na prawosławną cerkiew. Wybrali ten obrządek, bo grekokatolicyzm był zakazany przez władze. Na zgodę na budowę cerkwi czekali 12 lat. Gdy na czele KC PZPR stanął  Edward Gierek, Łemkowie napisali list do nowego sekretarza,  że ich kultura  materialna jest niszczona. Gocz nie czekał długo na reakcję władz. Został wezwany do Rzeszowa, zagrożono mu aresztowaniem. „Tylko do 1956 r. z 514 cerkwi znajdujących się na terytorium województwa rzeszowskiego, zniszczone zostały 164, w tym 101 zabytkowe – 96 drewnianych i murowanych” – mówi Gocz. Następnie wspomina, jak 1 grudnia 1976 roku saperzy wysadzili nielegalnie postawiony w Zyndranowej pomnik poświęcony czerwonoarmistom i żołnierzom czechosłowackim poległym w walkach o Przełęcz Dukielską. Władzom nie podobała się inskrypcja: „Wieczna sława poległym żołnierzom. Łemkowie”.

Teodor Gocz żyje do dziś w Zydranowej, niedawno skierował do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu skargę na polskie władze, że do tej pory nie unieważniły wyroku, na mocy którego był prześladowany  w ramach akcji Wisła.

Najtragiczniejsza raną w świadomości łemkowskiej była Akcja Wisła. Co przeważyło, że władze nowej komunistycznej Polski postanowiły wysiedlić z pasa Beskidów od Komańczy  po Nowy Sącz Łemków, którzy nie  popierali niepodległościowych dążeń Ukraińców i UPA? Marek A. Koprowski wyjaśnia, że zdecydowała opinia miejscowych starostów, którzy  obawiali się, że wraz z wysiedleniem Ukraińców z Bieszczad UPA będzie szukała bazy zaopatrzeniowej na Łemkowszczyźnie, a także że dobrze zorganizowana upowska siatka na Słowacji będzie mieszała po polskiej stronie Karpat. Szacuje się, że  z terenów południowo-wschodniej  Polski  w sumie wysiedlono ok. 30 tys. Łemków. Wielu z nich, tych starszych, na Ziemiach  Odzyskanych  umierało z tęsknoty za swoimi górami.

Był to drugi najtragiczniejszy rozdział w historii tej grupy etnicznej. Podczas I wojny światowej Łemkowie pod zarzutem sprzyjania Rosjanom trafiali do austriackiego  obozu koncentracyjnego w Talerhof koło Grazu. Wielu ich tam ginęło, często denuncjowani przez Ukraińców, którzy nigdy nie uznali  aspiracji Łemków do bycia osobnym rusińskim narodem. W Beskidzie Niskim do dziś można spotkać przydrożne krzyże, postawione na pamiątkę ofiar Talerhofu.

Udostępnij:

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.