Kto torturował Żydów w Gniewczynie Łańcuckiej?

Udostępnij:
cmentarz
Fot. Domena publiczna

Z inicjatywy Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Warszawie 20 listopada br. na cmentarzu wojennym w Jagiele – Niechciałce k. Przeworska zostały odsłonięte obeliski upamiętniające Żydów zamordowanych w Gniewczynie Łańcuckiej i Kańczudze w latach 1942 i 1945. Obeliski stanęły w miejscach pochówku pomordowanych. Jaki był przebieg tamtych wydarzeń?

 Pierwsza tragedia rozegrała się w listopadzie  1942 roku w Gniewczynie, w okresie zarządzonej przez Niemców akcji likwidacji Żydów. W dawnym domu Trynczerów, zamienionym w strażnicę Ochotniczej Straży Pożarnej, torturowano 11  miejscowych Żydów. Przez kilka dni znęcano się nad nimi w celu wydobycia informacji o miejscu ukrycia pieniędzy oraz przedmiotów przedstawiających jakąkolwiek wartość. Na koniec zamordowano. Zabici ukrywali się wcześniej u polskich sąsiadów w różnych punktach wsi.

Jako  pierwszy o tragedii w Gniewczynie napisał w 2008 roku w miesięczniku Znak dawny mieszkaniec tej wsi Tadeusz Markiel, który w momencie wydarzeń miał 13 lat. Oskarżył on o pojmanie, torturowanie i wydanie Niemcom 11  Żydów, rodzin Adlerów i Trynczerów,  polskich sąsiadów, w tym m.in. instruktora Ochotniczej Straży Pożarnej Józefa Laska (Markiel nazwał go okrutnym i zdemoralizowanym człowiekiem). Oskarżenie padło też pod adresem członków straży pożarnej oraz ludzi ruchu oporu. Pojmanych zamknięto w domu Lejby i Szejndli Trynczerów, który znajdował się w centrum wsi, w pobliżu kościoła. Wg relacji Tadeusza Markiela, który przypadkiem znalazł się w sieni domu Trynczerów,  z pomieszczeń i z piwnicy dochodziły odgłosy gwałtów na kobietach. Jedna z nich była w ciąży. Po wyjawieniu przez pojmanych informacji o majątku, strażacy udawali się pod wskazany adres i zabierali pozostawione pieniądze, biżuterię i odzież. Następnie o ujęciu grupy Żydów zawiadomili granatowych policjantów lub posterunek żandarmerii w Jarosławiu. Przybyli żandarmi na podwórku domu Trynczerów rozstrzelali uwięzionych. Ciała zamordowanych pochowano we wcześniej wykopanym grobie obok domu Trynczerów. Ocalała tylko córka Adlerów, Fela Adler, która ukrywała się w zabudowaniach Zofii Ryfy, i której udało się wyjechać na tzw. aryjskich dokumentach na roboty przymusowe do Niemiec.

Sprawę mordu w Gniewczynie badał pracownik IPN O. Rzeszów Piotr Chmielowiec. Jego artykuł na ten temat zamieściło pismo Glaukopis (nr 23-24, r. 2011-2012). Historyk zanalizował dokumenty ze śledztwa rozpoczętego 28 kwietnia 1948 r. Na początku śledczy mylili głównego podejrzanego Józefa Laska z inną osobą, ponadto nie spisywali dokładnie zeznań świadków, nie uwzględniali poprawek. Świadkowie  powoływali się często nie na fakty, a panującą opinię. Zeznali jednak, że Lasek na rozkaz władz niemieckich wyłapywał ze swoimi strażakami ochotnikami Żydów, natomiast nie było świadka, który by widział, że ich przesłuchiwał i katował. Według zeznania głównego świadka, Teresy Łabuzy, która obserwowała zdarzenia z okna swojego domu oddalonego o 20 metrów od miejsca egzekucji Żydów, nie było tam Józefa Laska, tylko inni mężczyźni: Franciszek Chruściel, jego brat stryjeczny Józef Chruściel oraz Jan i Józef Konieczny. Egzekucji dokonywali gestapowcy, jednego Żyda zastrzelił policjant granatowy Orzechowski. Według zeznań innego świadka, Franciszka Kulpy, naczelnika Straży Pożarnej w Gniewczynie Łańcuckiej, to Józef Lasek ogłosił strażakom rozkaz Niemców uczestniczenia w akcji wyłapywania Żydów. Świadek odmówił jego wykonania, ale nie stwierdził, by Lasek brał udział w mordowaniu Żydów. Oto fragment jego zeznania:

“Niemcy nakazali wszystkim strażakom, jak również obecnym dziesiętnikom [podwoziarzom – ps] patrzeć się na zastrzeliwanych Żydów, czyniąc współodpowiedzialnymi  strażaków, za niewyłapanie Żydów ukrywających się, grożąc przy tym rozstrzelaniem strażakom. Przed łapanką i egzekucją wpierw Żydzi okupywali się Niemcom. Odpowiedzialność na strażnikach za Żydów ciążyła również na dziesiętnikach. Wszystkich Żydów rozstrzelali wyżej wymienieni Niemcy.”

Józef Lasek został oskarżony o sprawstwo kierownicze. Proces w różnych instancjach trwał od 1949 r. do 1954 roku. Lasek ostatecznie został uniewinniony od wszystkich zarzutów. Zmarł w rodzinnej wsi w 1975 r.

Ustalenia Piotra Chmielowca przeczą wersji Tadeusza Markiela. Historyk pisze:

“Główną rolę w (…) likwidacji [11  Żydów] odegrali Niemcy,  z inspiracji której działali funkcjonariusze policji pomocniczej. Do samego zatrzymania przyczynili się polscy policjanci granatowi z posterunku w Grodzisku Dolnym, którzy prawdopodobnie byli inicjatorami ich zatrzymania i przesłuchania, w trakcie którego Żydów torturowano, w celu wyjawienia miejsc ukrycia kosztowności i przedmiotów do nich należących.”

Dodaje, że udział strażaków “ograniczał się do przymusowego asystowania Niemcom lub ukraińskim policjantom”. Żydów zabijali Ukraińcy, wyprowadzając kolejno każdego ze strażnicy na podwórze domu Lejby Trynczera. Kazali  im się położyć na ziemi i strzelali w tył głowy. Na miejsce kaźni został wezwany sołtys Gniewczyny Józef Wojtuń. Od Ukraińców dostał rozkaz zapłacenia za wystrzelone kule.

Nie ma dowodów na to, by Józef Lasek wydał rodzinę Adlerów, która na krótko przed schwytaniem ukrywała się w jego domu. Adlerowie, którzy często opuszczali kryjówkę,  zostali zatrzymani przez policjantów granatowych, którym towarzyszyli Franciszek Chruściel i Józef Chruściel. Nie wiadomo, czy Chruścielowie robili to dobrowolnie, czy chcieli się wzbogacić na majątku Żydów. Obaj byli zaprzysiężonymi żołnierzami dywersji AK i dokładnie wiedzieli, że za współpracę z okupantem grozi kara śmierci.

Druga tragedia, której, przypomnijmy, ofiary upamiętniono 20 listopada br.  na cmentarzu wojennym w Niechciałce k. Przeworska, wydarzyła się po wojnie w Kańczudze. 31 marca 1945 roku, w nocy z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę, zamordowano co najmniej ośmiu Żydów zamieszkałych przy  ul. św. Barbary i ul. Węgierskiej. Były to osoby przybyłe do Kańczugi, więc mord nie mógł być na tle rabunkowym. Według części świadków, przyczyną morderstwa miała być współpraca jednego z Żydów z NKWD, który wydawał polskich mieszkańców miasteczka i okolic Sowietom. Według innych relacji, zamordowany Żyd miał mieć przy sobie listę przedwojennych polskich oficerów. Gdy na miejsce przybyła bojówka dywersyjna, Żyd został rozbrojony, wydał partyzantom listę, potem wykonano na nim wyrok śmierci. Niestety, zostali też zastrzeleni pozostali Żydzi, w tym dzieci, co wygląda na akt odpowiedzialności zbiorowej. Do dziś nie wiadomo, kto wydał wyrok śmierci.

Problem stosunków polsko-żydowskich na terenie Podkarpacia podczas wojny i tuż po jej zakończeniu od lat bada dr hab. Elżbieta Rączy z Uniwersytetu Rzeszowskiego i IPN w Rzeszowie. Według niej w czasie niemieckiej okupacji dominowała bierność Polaków wobec sytuacji Żydów, spowodowana wieloma czynnikami (w tym m.in. ich wyobcowaniem, niechęcią wobec nich Polaków, strachem przed Niemcami). Byli Polacy, którzy bezinteresownie próbowali ratować Żydów przed śmiercią z niemieckich rąk. Niestety, dochodziło też do negatywnych zachowań polskich mieszkańców wobec Żydów: pisania donosów, wymuszania i grabienia majątku, wyłapywania i wydawania Niemcom, wreszcie mordów. Wydarzenia w Gniewczynie  Łańcuckiej są przykładem tej ostatniej postawy.  Dr hab. Rączy podkreśla, że nie można rozpatrywać relacji polsko-żydowskich bez uwzględnienia “otoczki systemu okupacyjnego”, który deprawował wszystkich bez względu na narodowość.

Badania dr hab. E. Rączy wykazały, że tuż po wojnie na terenie Rzeszowskiego zamordowano co najmniej 80 Żydów w 29 miejscowościach. To niewiele, jeśli chodzi o ogólną liczbę mordów (około 3 tys.), których ofiarami padali przede wszystkim Polacy i Ukraińcy, ale jeśli patrzeć pod względem liczby ocalonych Żydów, znajdujących się w tym czasie na terenie Rzeszowskiego, to już ten odsetek jest spory (2,2 proc.).

Udostępnij:

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.