Justin Kurzel opowiada o prawicowych amerykańskich ekstremistach w formule kina policyjno-gangsterskiego.
Premiera dramatu The Order prawie zbiegła się z wyborami prezydenckimi w listopadzie 2024 roku w USA. Film wszedł na ekrany równo miesiąc po wygranej Donalda Trumpa, wcześniej był pokazywany na festiwalach w Wenecji i Toronto. Zbieżność czasowa raczej nie jest przypadkowa. Jest to bowiem ekranizacja głośnej w USA książki The Silent Brotherhood dziennikarzy Kevina Flynna i Gary’ego Gerhardta o białych ekstremistach z organizacji The Order (Zakon) kierowanej przez Roberta Jaya Mathewsa, a wypączkowanej z neonazistowskiej Aryan Nations, i miał ostrzegać przed zwycięstwem Trumpa, oskarżanego przez Demokratów o sprzyjanie białym suprematystom. Zakon miał na sumieniu w latach 80. zabójstwo prezentera radiowego żydowskiego pochodzenia Alana Berga, napady na banki, zamachy na synagogi i kina porno. Jego „biblią” była książka Dziennik Turnera z 1978 roku autorstwa Williama Luthera Pierce’a, przedstawiająca sposób obalenia „syjonistycznego” rządu federalnego.
Australijski reżyser Justin Kurzel zachowuje wierność faktom na tyle, na ile są mu potrzebne do opowiedzenia emocjonującej historii, ale najciekawszy jest sposób, w jaki obrazuje prowincjonalną Amerykę i jak przedstawia głównych bohaterów.
Jude Law i Nicholas Hoult
Wymyślony na potrzeby historii agent FBI Terry Husk (życiowa rola świetnie ucharakteryzowanego Jude’a Lawa) ściga młodego przywódcę terrorystów Boba Mathewsa (w tej roli wschodząca gwiazda Nicholas Hoult). Terry Husk nie uznaje procedur, gra ostro i… często przegrywa.
Justin Kurzel lubuje się w takich typach bohaterów, dwuznacznych i naznaczonych jakąś smugą, co pokazały jego wcześniejsze filmy. Paradoksalnie przywódca białych rasistów jest postacią bardziej przejrzystą. Wierzy w to co robi, ma charyzmę i umiejętność wywierania wpływu na ludzi. Młodzieńcza świeżość odtwórcy tej roli decyduje o jej nieszablonowym charakterze. Jak w kinie policyjno-gangsterskim (warto przywołać chociażby Gorączkę Michaela Manna), między dwójką protagonistów rodzi się przedziwna relacja: podziwiają siebie i konkurują jak równy z równym.
Dzika przyroda
Justin Kurzel we wcześniejszych swoich tytułach preferował peryferyjne krajobrazy wypełnione melancholią i pustką. Tak dzieje się i teraz: melancholię i emocjonalną martwotę oddają nakręcone w pochmurne dni zdjęcia. Bohaterowie, przede wszystkim agent FBI, nabierają oddechu dopiero w świecie natury. Pokazywana przez Kurzela wspaniała przyroda uosabia amerykańskie mity Ziemi Obiecanej i pionierskiego okresu osadnictwa. Za tymi mitami tęsknią protagoniści, tyle że każdy z nich inaczej. Terry Husk chce wrócić na łono natury, by uratować swoją rodzinę przed rozpadem, dla Boba Mathewsa życie w otoczeniu amerykańskiej przyrody jest zdrowsze od życia w wielkim mieście, bliższe osadniczemu etosowi.
Filozofia Justina Kurzela
Pod względem ideowym The Order potępia biały ekstremizm. Justin Kurzel nie ukazuje gangsterów w romantycznej aurze, jak to uczynił chociażby Arthur Penn ze swoimi bohaterami Bonnie i Clyde, nie robi z nich gwiazd mediów, natomiast wykorzystuje polityczny temat do zaprezentowania swojej brutalnej filozofii: życie nie jest sprawiedliwe, więcej w nim jest szarości i nikczemności niż wspaniałych postaw. W społeczeństwach pełno jest fałszywych proroków i osób zmarginalizowanych, które uciekają się do przemocy. Takimi ludźmi są członkowie i przywódca Zakonu. Kiedyś doznali jakiś krzywd, albo im się wydaje, że ich doznali, i teraz próbują zemścić się na systemie.
Ocena: 5/7
The Order: Ciche braterstwo (The Order), Kanada, USA, Wlk. Brytania (2025); dramat policyjno-gangsterski (114 min); scen. Zach Baylin, reż. Justin Kurzel; w rolach głównych Jude Law i Nicholas Hoult. Film grany jest na Prime Video.
Zdjęcie na górze: Życiowa rola Jude’a Lawa w „The Order”. Fot. Materiały prasowe
