Bartosz Bielenia

„Boże ciało” boli i oczyszcza [Recenzja]

„Boże ciało” boli i oczyszcza [Recenzja]

Udostępnij:

 Jan Komasa nie popełnił błędu Wojtka Smarzowskiego w Klerze. Nie nakręcił politycznej agitki, nie rani psychiki odbiorców dla samego ranienia, tylko w celu oczyszczenia. Działa uzdrawiająco. Wejście na ekrany kin Bożego ciała poprzedziło niecierpliwe oczekiwanie związane z pytaniem, co też cudowne dziecko polskiej kinematografii, jakim jest bez wątpienia  38-letni twórca, zaproponuje po psychodelicznej Sali samobójców i eksplodującym wizualnymi efektami Mieście 44? Ciekawość pobudzał jeszcze intrygujący tytuł i jedno streszczające fabułę zdanie: film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami o młodym mężczyźnie udającym księdza. Wato było czekać. Seans jest gęsty od emocji, balansuje na krawędzi bluźnierczej prowokacji i oczyszczającej grupowej terapii, nikogo nie pozostawia…

Udostępnij: