Chrystus przegrywa z E.T. Herezja Stevena Spielberga

„Dzień objawienia” to stary dobry Steven Spielberg. Powstał z wielu żywiołów amerykańskiego kina: przygody, SF, familijnego, akcji i spiskowego. Ale już nie humoru. Ten brak humoru uwidacznia się we wciskaniu przez reżysera religijnego kitu.

Mistrz kina hollywoodzkiego nakręcił pierwszy tak jawnie religijny film. Wykorzystał do tego celu mity o UFO, bez których trudno wyobrazić sobie amerykańską kulturę masowa, wykorzystał też myślenie spiskowe, jakie przejawia wielu Amerykanów uważających, że rząd ukrywa przed nimi prawdę o przybyszach z kosmosu.

Tak to wygląda w ogólnym zarysie, bo w Dniu objawienia reżyser cytuje jeszcze swoje filmy, w tym przede wszystkim E.T., Bliskie spotkania trzeciego stopnia  i A.I. Sztuczną inteligencję. Przechodząc natomiast do szczegółów, historia jest wielowątkowa i wielowymiarowa pod względem gatunkowym. Trzyma ją w ryzach trójkąt dobrze scharakteryzowanych bohaterów – telewizyjna prezenterka pogody (Emily Blunt),  ekspert ds. cyber bezpieczeństwa (Josh O’Connor) i ścigających ich agent Noah Scanlon (Colin Firth) – których losy co krok się krzyżują. Margaret Fairchild  po ujrzeniu ptaka kardynała szkarłatnego zaczyna mówić wieloma językami, w tym przede wszystkim kosmitów; Daniel Kellner ucieka ze swoją dziewczyną przed rządowymi agentami, którzy  chcą od niego wydostać pliki z nagraniami przybyszów z kosmosu i  w ten sposób uniemożliwić ujawnienie prawdy o UFO.

Spielbergowi chodzi
o nowe religijne objawienie

A jakaż ona jest? Spielberg idzie tropem swoich wcześniejszych dokonań twierdząc, że kosmici są przyjaciółmi ludzkości. Nie tylko przyjaciółmi, ale też pośrednikami między ludźmi a Bogiem, kimś w rodzaju aniołów, którzy poznali Najwyższą Istotę i chcą o niej opowiedzieć ludziom. Kosmici jednak boją się kontaktu z mieszkańcami Ziemi (czytaj: Ameryki), dlatego wcielają się w zwierzęta, by zbliżyć się do ich domostw.

Brzmi jak bajka. A jak wiemy z dzieciństwa, każda bajka niesie jakiś morał. Steven Spielberg  jest bardzo sierioznym opowiadaczem. Wierzy w moc swojej wyobraźni i swoich filmów. W przypadku tej bajki  niesie przesłanie o tym, by ludzie otworzyli się na życie pozaziemskie, bo w nim jest zaklęta tajemnica wszechświata. Poznanie zaś tajemnicy uczyni ich szczęśliwymi. Orędownikami tajemnicy są kosmici i ludzie przez nich wybrani – Margaret Fairchild i Daniel Kellner.

Jeśli mówimy o bajce, to należy powiedzieć jeszcze o magii. W tej historii dużo jest magii i parapsychologii, widzenia na odległość, czytania w ludzkich myślach, wchodzenia w obce ciała i teleportacji. Jest też cudowny artefakt, coś w rodzaju pierścienia Nibelungów, który czyni wybrańca jeszcze bardziej doskonałym. Ten pierścień niczym miecz Zygfryda pomaga pokonać największego wroga.

Zbliżamy się do najważniejszego tematu filmu, o którym sygnalizuje już sam tytuł.  Spielbergowi chodzi o nowe religijne objawienie. Jedna z bohaterek, Jane Blankenship (dziewczyna  Kellnera), jest katoliczką, która kilka lat spędziła w nowicjacie.  Jest ona poddawana wielkiej próbie. Siły ciemności, czyli agent Noah Scanlon, wykorzystują ją do walki z Margaret Fairchild i Danielem Kellnerem. Jane nie pomaga modlitwa i trzymany w dłoni krzyżyk z Chrystusem. Ulega ciemnym mocom przeciw tym „dobrym”, wyrażanym przez  Margaret Fairchild i Daniela Kellnera. Na końcu jednak przyjmuje nowe objawienie.

Trochę ironizuję, ale jak już wspomniałem, film jest wyjątkowo poważny, tylko z odrobiną humoru. Steven Spielberg, niczym kapłan sekty scjentologicznej, robi wszystko, by przekonać widzów do swojej kosmicznej wizji. Wiadomo, Hollywood zasadza się na zawieszeniu krytycyzmu wobec ekranowych historii, ale w tym przypadku chodzi nie tylko o eskapizm, ale o coś więcej: o podważenie, w imię jakiejś nowej transhumanistycznej religii,  tradycyjnej katolickiej dogmatyki, głoszącej, że jedynym i prawdziwym objawieniem w historii ludzkości był Jezus Chrystus. Ta głoszona przez reżysera religia głosi, że  dzięki cudownej technologii, którą symbolizują kosmici, można stworzyć doskonałego człowieka i go zbawić.  Co warto zauważyć, Spielberg głosi tę nową wiarę z młodzieńczym zapałem, który tak mocno uwidocznił się w jego rozrywkowych filmach.

Ocena: 4/6

 Dzień objawienia (Disclosure Day), USA, Japonia, Kanada, Nowa Zelandia 2026, thriller SF (145 min); reż. Steven Spielberg, scen. Steven Spielberg, David Koepp; w rolach głównych: Emily Blunt i Josh O’Connor; premiera w polskich kinach:  10 czerwca 2026.

Zdjęcie na górze: Emily Blunt w roli telewizyjnej pogodynki doświadczającej religijnego oświecenia. Fot. Materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.