Jakub Szela – postrach panów, gwiazda zachodnich gazet i zdrajca Polski

Jakub Szela – postrach panów, gwiazda zachodnich gazet i zdrajca Polski

Udostępnij:

“Już na początku mojej pełnoletności zapłonąłem do mojego Monarchy niezłomną wiernością i, co okazałem podczas całej służby, zarówno w Smarzowej, jak też w okolicznych miejscowościach, zapisując się w pamięci każdego jako posłuszny i wierny państwu poddany.” Autorem tych słów był ponad 60-letni Jakub Szela, Polak tylko z nazwiska, bo w ciągu swojego życia pokazał się od jak najgorszej strony –  jako wykonawca poleceń  austriackich urzędników i zdrajca.

Są daty w naszej historii, których nie sposób obchodzić  z fanfarami. Do nich należy bez wątpienia dzień urodzin Jakuba Szeli. Ten galicyjski chłop  przyszedł na świat dokładnie 230 lat temu – 14 lipca 1787 roku – w Smarzowej koło Brzostka, wsi należącej do rodziny Boguszów. Od początku dał się poznać jako gwałtownik i łotr. Spór, jaki toczył z rodzicami  o majątek, zakończył spaleniem chałupy ojca. Gdy stracił prawo do sukcesji, schronił się w majątku dziedzica. Pracował jako cieśla i kołodziej. Po wybuchu powstania listopadowego miał  donosić do starosty tarnowskiego Josepha Breinla von Wallersterna na patriotów, przybywających z zaboru rosyjskiego do Galicji.

Szela warcholił się w życiu publicznym i osobistym. W 1833 roku za zabójstwo swojej żony został skazany na 3 lata kryminału. Miał też zabić parobka, którego posądzał o romans z żoną. Do długiej listy krążących na temat Szeli plotek trzeba dodać zabicie 10-letniego sieroty, którego przyjął na wychowanie. Szela żenił się trzy  razy – dwa w rodzinnej Galicji i ostatni na Bukowinie. Miał wiele dzieci i wnuków, syn Stanisław z pierwszego małżeństwa był owianym złą sławą “pułkownikiem” galicyjskiej rabacji. Szela senior prawie 30 lat jako deputowany gminny toczył, w imieniu chłopów, spór z Boguszami. Konflikt był zaciekły, obie strony nie przebierały w środkach, Boguszowie rozsiewali wiele pomówień, dlatego nie wszystkie informacje na temat występków Szeli są wiarygodne.

Przyszedł 1848 rok a z nim wieści o możliwości wybuchu nowego, przygotowywanego przez demokratów powstania (osobną kwestią jest pytanie, czy nie działali pod wpływem carskich służb). Starosta tarnowski Józef Breinl w rozesłanym okólniku namawiał chłopów do śledzenia spiskowców, mających spotykać się po dworach i plebaniach, i donoszenia na nich. Jednocześnie Breinl przy pomocy agentów rozpuszczał plotki, że wnet  “dumni panowie” wystąpią przeciwko chłopom. W okolicach Tarnowa wybuchła panika. Przy karczmach gromadzili się uzbrojeni w cepy, widły, kije i siekiery chłopi. Większość z nich opowiedziała się po stronie zaborcy w nadziei na zniesienie pańszczyzny. Gdy zbliżała się data wybuchu powstania, starosta namówił chłopów do tego, by sami poradzili sobie z powstańcami. I tak też się stało. Powstanie w obwodzie tarnowskim upadło, a 19 lutego zaczęły się masowe napady na dwory i rzezie.  Szlachta ginęła na miejscu albo była przewożona saniami do Tarnowa.

20 lutego rzeź w Tarnowskiem zaczęła się rozszerzać na cyrkuły bocheński i jasielski. Do szczególnie krwawych zajść doszło między Pilznem a Brzostkiem. Tu walkami z panami kierował “nasz bohater” –  Jakub Szela. Rzeź zaczęła się od wymordowania w Smarzowej rodziny Boguszów. Akcja Szeli trwała dzień, w parafii siedliskiej zginęło 23 osoby, w tym 7 dziedziców, 5 z rodu Boguszów. Fala mordów rozlała się na obwód nowosądecki i zachodni skrawek rzeszowskiego. Chłopi przystępowali do mordów pijani. Siekierami rozrywali podłogi w poszukiwaniu legendarnych pańskich skarbów. W całej Galicji zrabowano 430 dworów, zginęło ponad 600 osób, ale liczba pomordowanych mogła być o wiele większa. Po kilku dniach sytuacja się odwróciła: naprzeciw siebie stanęli zbuntowani chłopi oraz władze austriackie z polskimi panami.

1 kwietnia 1846 wpłynęło do Gubernium podanie Szeli w imieniu wsi Smarzowa i innych 33 wsi jasielskich i 17 tarnowskich o zniesienie pańszczyzny. 14 kwietnia zaczęła się pacyfikacja zbuntowanych wsi, z udziałem ponad 50 tys. żołnierzy i 36 dział. 20 kwietnia Szela został internowany przez swojego chlebodawcę – starostę Breinla – w koszarach policyjnych w Tarnowie na prawie dwa lata. W ten sposób starosta uratował życie Szeli, któremu groziła zemsta ze strony dziedziców; na jego życie mogli też dybać jego “ziomale”, gdyż Szela, choć namawiał ich do powrotu do roli, cesarz nie dotrzymał obietnicy zniesienia pańszczyzny.

Wieści o wydarzeniach w Galicji obiegły całą Europę, o Szeli pisały gazety, niektóre negatywnie, inne pozytywnie, nazywając go “królem chłopów”. Rysownicy rozpowszechniali wizerunek galicyjskiego chłopa, wysokiego i muskularnego z charakterystyczną grzywką “na pazia”, gdy tymczasem był niskiej postury. Do Tarnowa przyjeżdżali turyści, by zobaczyć na własne oczy wichrzyciela. Autorem najsłynniejszego, a zrazem najbardziej oryginalnego, bo świadomie deprecjonującego Szelę przedstawienia, był polski grafik i patriota, były więzień twierdzy Kaustein, Henryk Dmochowski, który uwiecznił profil “króla chłopów” razem z profilem kanclerza austriackiego ks. Klemensa Metternicha na spluwaczce dla palaczy cygarów.

Przed wybuchem Wiosny Ludów Szela wraz z rodziną został zesłany do peryferyjnej prowincji cesarstwa – na Bukowinę, gdzie dostał darowiznę w postaci 30 morgów gruntu i budulca na wybudowanie domu. W ten sposób  cesarz wynagrodził Szelę za wierną służbę, za to, że jego rękami Wiedeń rozprawił się z galicyjską szlachtą. Zesłanie miało też zabezpieczyć Szelę przed zemstą polskich panów. Ten ostatni cel nie powiódł się do końca, gdyż na początku lat 50. Szela został dotkliwie pobity przez nieznanych rzezimieszków.

W nowym miejscu zamieszkania Szela ożenił się po raz kolejny, tym razem z niemiecką osadniczką Kathariną Prosser, z którą miał liczne potomstwo. Żyjąc w kolonii Lichtenberg pośród niemieckiego żywiołu zgermanizował się, do reszty wyrzekł polskości. Jak dawniej, swarzył się i procesował z miejscowymi urzędnikami i panami, pisał skargi do cesarza, że niesłusznie jest obciążony daninami, a przecież tyle zrobił dla Najjaśniejszego Monarchy. W przytoczonym we wstępie tegoż artykułu liście (Szela był niepiśmienny, podpisywał się krzyżykami, więc list, jak wiele innych, musiał dyktować) popisał się wyjątkową czołobitnością wobec cesarza:

“[…] każdy poddany jest zobowiązany oddanie i wiernie służyć najwyższemu państwu. Krwią i życiem świadczyć. I kładę się do grobu z żalem, że memu najłaskawszemu monarsze oddałem zbyt małe usługi jako prosty i niemajętny człowiek.”

Ten “prosty człowiek” zmarł 21 kwietnia 1860 roku. Jako pierwszy o tym fakcie napisał lwowski “Przegląd Powszechny”:

“Dnia 21 kwietnia zakończył życie Jakub Szela, zamieszkały w kolonii Lichtenberg, po krótkiej, ale ciężkiej chorobie; opatrzony świętymi sakramentami z przykładną skruchą wybrał się do wieczności.”

Czy trafił do niej? Trudno powiedzieć. Na pewno trafił do polskiej literatury. Pisali o nim Władysław Ludwik Anczyc, Wyspiański, Żeromski, a komunista Brunon Jasieński zrymował nawet poemat “Słowo o Jakubie Szeli”, gloryfikujący Szelę jako pierwszego polskiego, prawdziwego rewolucjonistę, obrońcę ludu. Jak fałszywy był to mit, świadczą opisane wcześniej wypadki.

Źródło: Tomasz Szubert, Kilka faktów z życia Jakuba Szeli (Kwartalnik Historyczny, 2013 rok, z. 3).

Udostępnij:

4 komentarze

  1. Zbyszek · 18 lipca 2017 Reply

    Panie, co Pan piszesz? Rabacja przyczyniła się do zniesienia panszczyzny w Galicji. Chłopi nie mieli w tym czasie poczucia tożsamości narodowej, bo i skąd. Polsce i szlachcie nic nie zawdzieczali – wręcz przeciwnie. Z woli Boga władca tych terenów był cesarz Austrii, któremu – na marginesie mówiąc – przekazała je właśnie szlachta na sejmie rozbiorowym.

    • Piotr · 19 lipca 2017 Reply

      Witam, pańszczyznę zniesiono w zaborze austriackim dopiero 17 kwietnia 1848 roku po wybuchu Wiosny Ludów w Europie i wielkich zamieszkach w Wiedniu. Owszem, chłopi w swej masie nie mieli jeszcze wyrobionej świadomości narodowej, ich sytuacja była opłakana, ale Szela – jak mówią źródła – mimo wszystko był inteligentnym, bystrym człekiem, i można domniemywać, że wnet zaczął kumać, co to Polska i komu warto służyć. Służył przede wszystkim sobie i Austrii.

  2. Tomasz Szubert · 31 sierpnia 2017 Reply

    Kilka słów do Pana Piotra Samolewicza. Szanowny Panie, miło że Pan cytuje moją pracą, jednakże wiele rzeczy o których Pan wspomina nie jest tam napisanych przeze mnie i nie odpowiada faktom historycznym. Oto kilka z nich. Szela nie ożenił się ponownie na Bukowinie, ale jego syn Józef. Mordy w całej Galicji zachodniej rozpoczęły się w nocy z 18/19 lutego i trwały dwa dni, a potem wyłapywano “panów-Polaków” choć skala już była znacznie mniejsza. Wymordowano ok. 1000 osób, a nie 600. Nie wiem skąd Pan wziął informacje, że starosta Breinl rozpuszczał wieści o “durnych panach” – na pewno nie z moich prac. Wreszcie wizerunek Szeli, który Pan zamieścił nie odpowiada rzeczywistości: to nie jest Szela, ale jego wyobrażenie imaginacyjne sporządzone najprawdopodobniej przez Henryka Dmochowskiego, który nb był w twierdzy Kufstein (nie Kaustein), a Szeli ani Metternicha nigdy na oczy nie widział. Ponadto Dmochowski sporządził spluwaczkę, oraz cygarniczkę. W książce o Szeli, która pojawiła się po cytowanym przez Pana artykule wszystkie te kwestie są wyjaśnione, a fakty – w miarę możliwości – oddzielone zostały od narosłych mitów, zarówno na jego temat, jak też innych zdarzeń AD 1846. Pomimo wszystko popularyzacja tamtych zdarzeń to dobry pomysł, zwłaszcza jeśli po 170 latach wiele kwestii jest zmitologizowanych (upolitycznionych), a postać Szeli wykorzystywana była instrumentalnie, jak np. wspomniany przez Pana znakomity zresztą, jeśli weźniemy pod uwagę kostrukcję (i niecodzienny przekaz) poemat komunizującego Jasieńskiego. Z pozdrowieniami TS

    • Piotr · 1 września 2017 Reply

      Dziękuję Panu za wizytę na mojej stronie i kilka cennych uwag, które dowodzą, jak łatwo jest potknąć się dziennikarzowi na poważnym tekście naukowym. Zgadzam się z nimi. Wyjaśnię tylko, że liczbę 600 ofiar zaczerpnąłem z innego źródła i przyznaję się, że nie sprawdziłem jej, choć miałem wątpliwości co do jej prawdziwości. O “dumnych panach” mówił inny austriacki starosta, ale cytat ten dobrze oddaje klimat tamtych wydarzeń, dlatego pozwoliłem sobie wpleść go w narrację. W przypadku nazwy twierdzy zawiodła mnie pamięć. Jeszcze raz dziękuję, że poświęcił Pan cenny czas na lekturę mojego artykułu i pozdrawiam. PS

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.