Dramat „Dwaj prokuratorzy”. Ostatni sprawiedliwy w sowieckiej Sodomie

Choć Siergiej Łoźnica nie stosuje żadnych aluzji do wojny na Ukrainie, to jej kontekst sam się nasuwa. Wszystko wskazuje na to, że ukraiński reżyser, który na stałe mieszka w Niemczech, chce ostrzec Europejczyków przed naiwnym patrzeniem na Rosję.

Najnowszy film Siergieja Łoźnicy, miał premierę na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes. Choć zdobył tylko pomniejszą nagrodę, wart jest obejrzenia. Jest to ekranizacja opowiadania nietłumaczonego u nas rosyjskiego pisarza Georgija Demidowa Dwaj prokuratorzy. Demidow wiele lat spędził na zesłaniu na Syberii. Swoje przeżycia przeniósł na papier tak jak poznany przez niego w łagrze inny „słynny” skazaniec, Warłam Szałamow.

Fabuła osadzona jest w latach 30. w Rosji sowieckiej w okresie stalinowskich czystek. Na biurko świeżo upieczonego prokuratora Kornewa trafia gryps przemycony z więzienia NKWD w Brańsku. Uczciwy prokurator przekracza bramę więzienia, jak bramę piekła, i spotyka się z więźniem. Poznaje historię członka partii bolszewickiej, który pada ofiarę stalinowskich czystek. Na koniec więzień pokazuje prokuratorowi ciało pokryte ranami. Prokurator jedzie do Moskwy, by o niesprawiedliwym losie bolszewika i innych starych towarzyszy zaalarmować prokuratora generalnego, Andrieja Wyszynskiego.

Reżyser nie adoruje przemocy,
tylko ją demistyfikuje

„Dwaj prokuratorzy” różnią się niemalże wszystkim od produkcji, jakie napływają do nas z Zachodu. Jest to surowe, mało efektowne kino realistyczne. Ciemne zdjęcia, statyczne kadry, spokojny, daleki od awangardowej szkoły Siergieja Einsensteina montaż, wybijająca się rola Bressonowskiej ciszy, leniwie płynący czas oraz postaci przychodzące zza kadrów – wszystkie te elementy składają się na niepowtarzalny styl Łoźnicy. Ten film nie sprawia estetycznej przyjemności, tylko powoli zagarnia wyobraźnię Kafkowską niesamowitością i nieludzkim brutalizmem. Reżyser nie adoruje przemocy, tylko ją demistyfikuje jako element społecznej inżynierii. Z rozmysłem operuje długimi pauzami ciszy, jakby chciał uchwycić mistyczną grozę bezczasu, znaną chociażby z filmów Andrieja Tarkowskiego. Dialogi są skąpe, ale zdarzają się też rozkwitłe w słowa i znaczenia. Trzeba się w nie wsłuchać, bo emanują literackim wdziękiem i świetnie charakteryzują ludzi i przestrzeń, w jakiej się znajdują.

Sceny są genialnie pomyślane. Ukazują samotność i naiwność młodego prokuratora, który nie zdaje sobie sprawy z tego, że kroczy po cienkim lodzie. Chciałbym szczególnie zwrócić uwagę na dwie sceny rozgrywające się w pociągach, także dlatego, że przywołują na myśl opowiadania XIX-wiecznych rosyjskich realistów, którzy upodobali sobie pociągi jako miejsca krzyżujących się ludzkich losów. Pierwsza przedstawia, jak Kornew jedzie w wagonie klasy 2 do Moskwy na spotkanie z Wyszynskim. Pewien starzec, inwalida wojenny, z namaszczeniem opowiada o tym, jak chciał poprosić w Petersburgu Lenina o jałmużnę. Teraz jedzie do Stalina i po raz drugi żywi poddańczą, prawie że religijną wiarę we wspaniałomyślność tyrana. Kornew nie słyszy całej historii, gdyż z powodu zmęczenia zapada w sen. Gdyby nie to, mógłby potraktować opowieść starca jako ostrzeżenie. Druga pociągowa scena dzieje się w drodze powrotnej. Kornew tym razem jedzie w wagonie klasy 1 z dwoma inżynierami. Jedzą oni kiełbaski, tryskają dobrymi humorami, częstują wódką i śpiewają. Jawią się jako bratnie dusze. Scena ta, podobnie jak poprzednia, kipi od rosyjskiej obyczajowości. Sam Nikołaj Leskow by się jej nie powstydził, mimo że czasy są inne, nie carskie, a sowieckie.

Choć Łoźnica nie stosuje żadnych aluzji do wojny na Ukrainie, to jej kontekst sam się nasuwa. Wszystko wskazuje na to, że ukraiński reżyser, który na stałe mieszka w Niemczech, chce ostrzec Europejczyków przed naiwnym patrzeniem na Rosję, na pozory, jakimi się ona maskuje przed zachodnią opinią publiczną. Mówi o sowieckim totalitaryzmie to, co my w Polsce dobrze znamy, ale co jest obce zachodnim Europejczykom. Demaskuje pseudoreligijną naturę wschodniego autorytaryzmu, fałsz ludzi władzy, demoniczne oblicze aparatu bezpieczeństwa. Kilka razy pokazuje zamykające się więzienne bramy, ciężkie od determinizmu, jaki wisi nad losem prokuratora, jedynego sprawiedliwego w sowieckiej Sodomie.

Ocena: 6/6

Dwaj prokuratorzy (Zwei Staatsanwälte); Niemcy, Litwa, Łotwa, Rumunia, Francja, Holandia, Ukraina 2025; dramat (118 min); scen. i reż. Siergiej Łoźnica; w roli głównej Aleksandr Kuzniecow; polska premiera w kinach: 23 stycznia 2026.

Zdjęcie na górze: Jest to surowe i mało efektowne kino realistyczne (kadr filmu). Fot. Materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.