Wstrząsające wspomnienia polskich dzieci o wojnie

Udostępnij:
Dzieci wojny. Fot. zasoby internetu

Obezwładniający strach, permanentny brak poczucia bezpieczeństwa, bliskość śmierci i cierpienia – taki obraz niemieckiej okupacji wyłania się z prac, jakie polscy uczniowie pisali w ciągu trzech powojennych lat.

Pedagodzy chcieli po wojnie poznać stan psychiczny swoich podopiecznych, by wiedzieć, jak pokierować procesem wychowawczym. Dlatego począwszy od 1946 roku zlecali uczniom młodszych klas szkoły powszechnej rysowanie, a starszym spisywanie okupacyjnych przeżyć. Powstało wiele tysięcy prac. Przechowywane są do dziś w archiwach państwowych.

Wydane nakładem Instytutu Pileckiego Moje przeżycia wojenne. Wypracowania dzieci z 1946 są dopiero drugą tego rodzaju publikacją w kraju. W 1983 roku niewielką część dziecięcych wspomnień wykorzystano w polsko-angielskim albumie Wojna w oczach dziecka.

Książka skupia kilkadziesiąt uczniowskich wyznań z różnych terenów Polski, Mazowsza, Kielecczyzny, Lubelszczyzny i dawnych Kresów, zarówno ze wsi, jaki miast i miasteczek.   

Wypracowania mają różny kształt. Niektóre są rozbudowane, inne fragmentaryczne, wszystkie zostały napisane kaligraficznym pismem kontrastującym z wstrząsającą treścią. Styl jest najczęściej indywidualny, ale wiele słów i zwrotów odwzorowuje język dorosłych, jakim nasiąkły dzieci przed, podczas wojny i po niej. Lektura dopiero większej liczby wypracowań przekazuje w miarę całościowy obraz okupacji.

Szczegółowych badań wymaga ustalenie, jaka część zapisów pochodzi z osobistych przeżyć dzieci, a jaka z zasłyszanych historii. Pobieżna lektura wskazuje, że tych pierwszych jest więcej.

Datą graniczną jest wybuch wojny, czyli wrzesień 1939 roku. Później następują opisy tajnych kompletów, łapanek, antypolskich pogromów w wykonaniu Niemców i ukraińskich nacjonalistów na terenach wschodnich, pacyfikacji wsi, aresztowań, egzekucji, wreszcie opisy losu żydowskich sąsiadów i nadejścia Sowietów.

Należy uzbroić się w dużą odporność, by nie ulec emocjonalnemu paraliżowi, jakiego doświadczyli niepełnoletni świadkowie wojny. Najwięcej bólu zawierają prace pisane płaczem. „Po co pani takie zadanie kazała mi pisać, że muszę wciąż płakać?” – pyta się Jadwiga Malinowska ze Starościc.

Ryszarda Tyburskiego (Smardzew, gmina Radzanów) z bezpiecznego schronienia pod kraciastą pierzyną wyrwało najście do rodzinnego domu „dwóch Niemców o wstrętnych, opasłych twarzach” z rozkazem opuszczenia wsi:

„To był początek naszej wędrówki, która potem trwała dwa lata, Niemcy przeganiali nas od wsi do wsi, przeglądali inwentarz i coraz więcej nas okradali. Ciężkie i smutne było nasze życie bez swojego mieszkania i łóżka z kraciastą pierzyną.”

Bezpiecznym schronieniem były łany zbóż i lasy, choć nie do końca, bo nigdy nie było wiadomo, kto w nich siedzi, partyzanci, czy też bandyci. Na otwartych przestrzeniach często dochodziło do masakr i innych “strasznych” (najczęściej powtarzany przymiotnik) rzeczy. Zadawanie śmierci i katowanie odbywało się na oczach dzieci. Śmierć miała wymiar publiczny. W ten sposób Niemcy zastraszali pozostających przy życiu. Krystyna Kazibudzka ze Starachowic tak opisuje powieszenie 30 osób na rynku:

„Nie mogłam dłużej na to patrzeć, poszłam do domu. Idąc, zdawało mi się, że ci ludzie, którzy wisieli na szubienicy, idą za mną i mówią, dlaczego ich nie broniłam. [Sama] bym przecież nie dała rady. Ja jedna, a ich tylu.”

Noc i ciemność były sojusznikiem przepędzanych chłopów, światło mogło ściągnąć niebezpieczeństwo. Szarugi, deszcze, wichry, zima są przez dzieci utożsamiane z zagrożeniem, wiosna jest jakby nieobecna, nie mówiąc o lecie. Owszem, Zofia Paździorówna z Bełżyc odnotowuje jeden upalny dzień, ale był to czas niemieckich nalotów na polskie wojsko i cywilów. „Całą wieś ogarniała cisza letniej nocy, a zarazem strach, bo nikt nie wiedział, czy dożyje dnia jutrzejszego” – wyznaje.

Więzi rodzinne były silne, o czym świadczą słowa „Mamusia”, „Tatuś”. Zagrożona ludność regularnie uczestniczyła w nabożeństwach i wspólnie modliła się. Matka Boża opiekowała się ludźmi jak „Matuchna”.

Polskie ofiary wojny miały świadomość losu Żydów. Współczuły im i pomagały. Symetrycznie pojawiają się jednak informacje o „złych ludziach, bez serca i sumienia”, którzy donosili żandarmom na ukrywających się Żydów.

Tak Zygmunt Krasiński ze wsi Lipsko, korzystając z własnej i zbiorowej pamięci, opisuje położenie Żydów schwytanych przez Niemców:

„Złapanych wybadano, kto im dał chleb i słoninę, potem wiązano ręce w tył z granatami i kazano uciekać. Granaty, rwąc się, wyrzucały części ciała i ubrania wysoko na drzewa. Po takim polowaniu jechano do wsi, do tych, którzy dali chleb i słoninę. Otaczano dom i zapalano go, [do] uciekających strzelano, a dzieci wrzucano  z powrotem w ogień. Pamiętam, jak w grudniu otoczono i podpalono dom Lasoty na Katarzynowie, czekając na ucztę polowania. Lecz Bóg zrządził inaczej, bo już przedtem uciekli z domu wszyscy.”

 Bardzo niewiele wspomnień dotyczy wkroczenia  armii czerwonej do Polski. Dlatego wielkie wrażenie robi obszerna relacja Andrzeja Galinata z Torunia o dwukrotnej sowieckiej  okupacji Wilna. Polacy byli szykanowani przez część Litwinów, Sowieci usuwali wszystko co polskie, symbolikę, krzyże, święta, a słowo „Polska” było niebezpieczne, niewypowiadalne.

Jedno z najbardziej porażających świadectw pochodzi z Kisielina na Wołyniu, z napadu banderowców 11 lipca 1943 roku na Polaków chroniących się w kościele (autorka Danuta Różańska):

„ O godzinie 10.00 w nocy bandyci odstąpili. Ja nie wiedziałam, czy jestem żywa. Po kościele chodziły zrozpaczone matki szukające dzieci, mnie zaś nie było komu szukać, bo tatuś był zabity, a mamusia myślała, że już nie ma kogo szukać, bo sądziła, że wszystkich zabili. Kiedy jednak się odezwałam, nikt nie wiedział, skąd głos się wydobył. Po chwili przystawiono mi drabinę i zeszłam, trzęsąc się jak ryba. W domu była pustka, zastałam tylko płaczącą mamę”.

Moje przeżycia wojenne ukazały się po polsku i angielsku. Warto je polecić różnym poprawiaczom historii II wojny światowej zarówno w kraju, jak i za granicą.

Moje przeżycia wojenne. Wypracowania dzieci z 1946 roku, praca zbiorowa, Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego 2019.

Drogi Czytelniku, jeśli podczas czytania moich tekstów smakuje Ci poranne espresso, jeśli podzielasz prezentowane na blogu wartości  – wesprzyj darowizną jego rozwój. Dane do tradycyjnego przelewu: Piotr Samolewicz; numer rachunku: Nest Bank (PL) 20 2530 0008 2051 1063 2091 0001. Dziękuję!

Udostępnij:

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.