Świeckie egzorcyzmy Pablo Larraína. Recenzja filmu Netflixa „Hrabia”

Pablo Larraín sięgnął po wampiryczny motyw nie dlatego, by opowiedzieć historię grozy z elementami tragizmu, suspensu i potworności, ale by wyśmiać postać dyktatora, która mocno zaważyła na najnowszej historii Chile.

Przypomnę pokrótce: Augusto Pinochet przejął władzę w 1973 roku w wyniku puczu wojskowego. Obalił socjalistycznego premiera Salvadora Allende i w ten sposób uratował Chile przed rewolucją marksistowską. Ocalił też gospodarkę, przeprowadzając reformy neoliberalne. Nie obyło się jednak bez ofiar. Skrytobójstwa, tortury i obozy koncentracyjne mówią o ciemnej stronie dyktatury Pinocheta. Podobnie zachłanność dyktatora i jego rodziny na finansowe frukta. Pinochet był wytrawnym politykiem. Pokojowo oddał władzę dopiero w 1990 roku. Zmarł w 2006 roku. Nigdy nie stanął przed sądem jak gen. Jaruzelski. Do dziś ma wielu obrońców w kręgach prawicowych i konserwatywnych i jeszcze więcej zagorzałych krytyków o lewicowej maści.

Do tych ostatnich należy Pablo Larraín, który kręci mocno zaangażowane filmy. Swojego wampira tworzy z kodu genetycznego latynoskich dyktatorów, opisywanych przez Marqueza, i hrabiego Draculi z Transylwanii. W wampirze Pinochecie jest tyleż samo wyniosłości i dumy, co smutku i starczego stetryczenia. Tyleż samo żądzy życia, co śmierci. Wampir wędruje przez wieki jako duch kontrrewolucji. Na koniec osiada w swej hacjendzie na pustkowiu przypominającym przedsionek piekła. Z tego miejsca hrabia wyrusza jak Batman na łowy. Wykrawa serca i sporządza z nich w sokowirówce napój życia.

Pablo Larraín egzorcyzmuje swojego bohatera szyderstwem i ironią. Naśmiewając się z gatunkowych kliszy naśmiewa się z tradycyjnej kultury, na jakiej one wyrosły. Dla niego Hrabia jest przeżytkiem, eksponatem z gabinetu figur woskowych. Dawno powinien zapaść się pod ziemię. Reżyser nie ma szacunku ani dla starości, ani dla Kościoła, ani dla rodziny. Miesza wzniosłość z przyziemnością i materialnością. Poważa jedynie klasyczną muzyką, która kontrastuje z groteskowym charakterem fabuły. Czarno-biała stylistyka zdjęć oddaje schyłkowy charakter świata, przeciw któremu buntuje się reżyser. Są one wysmakowane pod względem artystycznym i technicznym, jakby reżyserowi było jednak żal przeszłości. W ich kontekście przypomina się tytuł jednego z utworów Hrabala: „Taka piękna żałoba”.

Destrukcja kodów filmowych i cywilizacyjnych służy chilijskiemu reżyserowi do wbijania osikowego kołka w ciało patriarchalnej kultury symbolizowanej przez hrabiego Pinocheta i jego zdemoralizowaną rodzinę. Ale nie sposób pozbyć się wrażenia sztuczności zabiegów filmowca. Za dużo jest konceptualizmu i scenariuszowej kalkulacji, by film mógł porwać i oczarować. Narracja prowadzona na offie buduje wolteriański dystans i efekt obcości wobec artystycznej kreacji. Ten film można podziwiać, ale nie sposób przemilczeć, że z ekranu wieje intelektualny i oświeceniowy chłód. Za dużo w nim politycznego pamfletu, felietonistyki i estetyki komiksu, a za mało artystycznego żaru. Chyba że znajdziemy go w mimowolnym podziwie reżysera dla długowieczności dyktatora…

Ocena: 3,5/6

Hrabia (El Conde), Chile 2023, czarna komedia (110 min), reż. Pablo Larraín, scen. i reż. Pablo Larraín i Guillermo Calderón, w rolach głównych: Jaime Vadell, Gloria Münchmeyer, Alfredo Castro, polska premiera na Netflixie 15 września 2023.

Zdjęcie na górze: Jaime Vadell jako wampir Pinochet. Fot. Materiały prasowe

Drogi Czytelnikujeśli smakują Ci moje teksty, doceń je symboliczną kawą, dziękuję.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.