Agnieszka Holland traktuje Franza Kafkę nie jak żywego człowieka, tylko jak tekst kultury. Dlatego jej bohater jest sztucznym tworem, nie budzącym żadnych emocji.
Franz Kafka powstał po tendencyjnej Zielonej granicy. Literacko – biograficzny temat oraz bardzo nowoczesny i artystowski charakter produkcji (o czym później) ma zapewne być antidotum na traktowanie Holland wyłącznie jako reżyserki zaangażowanej w polityczny spór w Polsce. Mniej więcej to się udało, choć film nie jest wybitny, co najwyżej eksperymentatorski, a przez to nie zasługujący na nominację do Oscara.
Franz Kafka był wielkim XX-wiecznym pisarzem, tak wielkim jak Joseph Conrad czy też Tomasz Mann, dlatego nie potrzebuje żadnych hymnów na swoją cześć. Jego dzieła przemawiają groteskową fantastyką, surrealizmem i metafizyczną tajemnicą. Są źródłem natchnienia dla innych pisarzy i wdzięcznym polem badawczym dla literaturoznawców. Inspirują także filmowców, głównie Proces, którzy szukają różnych sposobów na przełożenie na język kina piętrowych alegorii Kafki. Z różnym skutkiem.
Idan Weiss
wygląda tylko jak Kafka
Natomiast Agnieszka Holland nakręciła swoistą odę do młodości na cześć Kafki. Ale nie traktuje go jak żywego człowiek, tylko tekst kultury, analizowany przez wielu badaczy, który należy po raz kolejny poddać intelektualnej obróbce, albo raczej zebrać to, co inni o nim sądzili i dalej sądzą, i przetworzyć na film.
Na pierwszy rzut oka historia układa się linearnie, ale krótkie epizody z życia pisarza zmontowane z wtrętami jego dzieł sprawiają wrażenie jakby były wyjęte z szerszego kontekstu, powodują, że bez znajomości biografii i twórczości Kafki, można się pogubić. Opowieść jest mało zrozumiała, za to świeci się jak błyskotki na odpuście. A to raz rzuca blask w stylu postekspresjonistycznym, innym razem realistycznym, jeszcze gdzie indziej onirycznym, baśniowym, a nawet dokumentalnym. Widz zalewny pędzącymi obrazami może poczuć się najpierw ożywiony jak po wypiciu napoju energetycznego, następnie zmęczony i zdezorientowany. Otrzymuje mało czytelny collage. Zamiast wczuć się w historię, scrolluje tylko efektowne i przeładowane semantycznie obrazy.
A co do samego bohatera, Idan Weiss wygląda tylko jak Kafka, bo grać najzwyczajniej nie potrafi. Jest mumią bez jakiegokolwiek emocjonalnego wyrazu. Bije go na głowę Peter Kurth jako Hermann Kafka, ojciec Franza. Peter Kurth jest rubaszny, władczy, agresywny i prymitywny, ponoć taki był prawdziwy ojciec pisarza. I tej figurze jest podporządkowana, zgodnie zresztą z wieloma biografami, interpretacja Franza jako ofiary despotycznego ojca. Brakuje natomiast odniesień do żydowskiej gleby, z której wyrósł pisarz. Agnieszka Holland kreuje Kafkę na mężczyznę zachłyśniętego nowoczesnością (tak też było), a nawet na bohatera współczesnej komercyjnej popkultury, ale tak naprawdę nie rozwiązuje zagadki jego skomplikowanej osobowości.
Film rozczarowuje. Co z tego, że jest nowocześnie, czy też ponowocześnie a nawet poponowocześnie opowiedziany, skoro nie wiadomo, co reżyserka tak naprawdę chciała powiedzieć o swoim bohaterze. Czy to, że przewidział Holocaust? Lekka przesada. Gdyby porzuciła wszystkoizm na rzecz tylko jednego wycinka tej biografii, np. skomplikowanych relacji Kafki z kobietami, osiągnęłaby o wiele więcej.
Ocena: 3,5/6
Franz Kafka (Franz), Czechy, Niemcy, Polska 2025, biograficzny (127 min); reż. Agnieszka Holland, scen. Marek Epstein i Agnieszka Holland; w rolach głównych Idan Weiss i Peter Kurth; polska premiera w kinach: 24 października 2025.
Zdjęcie na górze: Franz Kafka nie potrzebuje żadnych hymnów na swoją cześć. Fot. materiały prasowe
