François Ozon adaptując „Obcego” pozostaje wierny oryginałowi Alberta Camusa.
Pierwszą w dorobku francuskiego noblisty mikropowieść Obcy (1942) nadal dobrze się czyta za sprawą skondensowanej formy i kryminalno-filozoficznego tematu. Opowiada o buncie młodego człowieka o imieniu Meursault, mieszkańca jeszcze francuskiego Algieru. Mężczyzna obojętnie przyjmuje wieść o śmierci matki, odmawia szefowi wyjazdu do Paryża, w ten sposób pozbawia się szans na awans zawodowy, spotyka się z Marią, ale nie wyraża chęci ożenku, nie angażuje się uczuciowo. Społeczeństwo jest mu obojętne, szczególnie Arabowie. Jest skupiony wyłącznie na sobie i na własnych odczuciach. Nad jego głową i sercem nie wisi metafizyczny nieboskłon (Meursault jest ateistą), tylko piekielne słońce. Gdy pewnego dnia na plaży spotyka młodego Araba, zabija go pod wpływem impulsu. Podczas procesu nie oczekuje aktu łaski. Godzi się na śmierć jak na naturalną kolej rzeczy.
W tej historii wszystko ma wymiar erotyczny,
nawet powietrze
W 2014 roku we Francji ukazała się powieść Sprawa Meursaulta algierskiego pisarza Kamela Daouda (polskie wydanie 2015). Narobiła ona sporo szumu. Autor zdobył się w niej na rewizję Obcego Camusa. Przywrócił zamordowanemu przez Meursaulta Arabowi życie, oczywiście niedosłownie, tylko literacko. Nadał mu imię Musa i wyposażył w tożsamość na znak sprzeciwu wobec jego anonimowości w powieści Camusa. Swój gorący, „południowy” styl przeciwstawił słowom Camusa, „przypominającym cięte kamienie”.
Wydawałoby się, że François Ozon pójdzie za przykładem Kamela Daouda i dokona także rewizji powieści szacownego noblisty. Nic podobnego. Jego film jest w miarę wierną adaptacją, tylko z kilkoma zmianami wobec oryginału i z delikatną sugestią, że tytułowym obcym jest nie tylko młody Francuz, ale i Arab. Reżyser nie stosuje w tym względzie żadnej łopatologii, wystarczy, że zgrabnie wykorzystuje współczesny kontekst cywilizacyjny i dominujący dyskurs o kolonializmie i rasizmie. Swój cel osiąga już na początku płynnie przechodząc od dokumentalnej ekspozycji o kolonialnej historii Algierii do fabularnej partii filmu.

Chyba najczęstszym słowem w tekście Camusa jest słońce. Słoneczny żar wpływa na myślenie Meursaulta, pobudza go, jednocześnie osłabia. François Ozon także przywiązuje wielką wagę do słońca. Często pracujący z Ozonem belgijski operator Manuel Dacosse filmuje w pełnym słońcu, nie rozprasza go, tylko pokazuje rzeczy i ludzi w dużych kontrastach. Przez to film staje się bardzo rozświetlony i sensualny, a z powodu czarno-białej fotografii upodabnia się do dzieł kręconych w latach 50. i 60. z misternie skomponowanymi kadrami, nieskażonymi wielomównością współczesnych filmów. Niespiesznie zmontowane obrazy ujmują poetycką i zmysłową urodą, skłaniają do kontemplacji i wczucia się w opowiadaną historię. To ukłon francuskiego reżysera w stronę dawnego, celuloidowego kina, które przemawiało obrazami jak pełnymi magii amuletami. Przypominają się filmy włoskich neorealistów, polskiej szkoły filmowej, wczesne Bergmana, Felliniego, Hitchcocka.
François Ozon pozostaje też wierny swoim homoseksualnym skłonnościom. Jego Meursault morduje Araba nie tylko dlatego że został oślepiony przez słońce, ale także przez jego urodę. W tej historii wszystko ma wymiar erotyczny, nawet powietrze i absurdalny postępek antybohatera. Jest to erotyka dwuznaczna, niespokojna, naznaczona poczuciem utraty, jak w całej twórczości tego reżysera.
Ocean: 5/7
Obcy (L’étranger), Francja 2025, dramat (120 min); reż. François Ozon, scen. François Ozon; w rolach głównych: Benjamin Voisin, Pierre Lotin, Rebecca Marder; premiera w polskich kinach 18 września 2026.
