„Supernova” i skorpiony [VOD, TV, DVD]

„Supernova” i skorpiony [VOD, TV, DVD]

Udostępnij:

Bartosz Kruhlik w powszechnie chwalonym debiucie fabularnym Supernova (2019) przedstawia obraz małej ludzkiej grupy zamkniętej z jednej strony w cierpieniu i bólu, z drugiej zaś w małostkowościach, prostactwie i dewocji. Młody reżyser zamienia kamerę w narzędzie sadystycznej wiwisekcji i voyeryzmu. Nie szczędzi widzom skrajnych emocji. Szkoda, bo gdyby przyjął perspektywę terapeuty, zaakceptowałbym i ja jego fabułę.

Historia jest banalnie prosta i jednocześnie zwarta pod względem dramaturgicznym, nawet z dreszczem napięcia. Młode małżeństwo kłóci się na pustej drodze, kobieta zdejmuje obrączkę i wyrzuca na pobocze, odchodzi z dwójką dzieci.  On jest w ciągu alkoholowym, nie mówi, tylko bełkocze. Potem dochodzi do strasznego wypadku: czarna limuzyna wjeżdża w kobietę i  dzieci. Siedzący za kierownicą elegancki mężczyzna okazuje się być politykiem i ucieka z miejsca wypadku. Policjanci po przyjeździe próbują zapanować nad sytuacją. Bez powodzenia. Zebrany tłum gapiów faluje wzburzeniem i modlitwą.

Przez pierwsze dwadzieścia kilka minut wszystko się w tym filmie dziarsko łączy, nie pojawiają się  zgrzyty dramaturgiczne, można rzec, że logika i pomysłowość są mocną stroną scenarzysty a zarazem reżysera, po jakimś czasie jednak, gdy za bardzo eskaluje histeryczne ludzkie zachowania, burzy się ciąg przyczynowo – skutkowy, znika z ekranu społeczna obserwacja, a „realizm” przechodzi w laboratorium szaleństwa.

Formalna strona fabuły budzi uznanie. Mocno prześwietlone zdjęcia i nerwowe ruchy kamery są odważne w swej antyestetyce. Świetnie dobrani i poprowadzeni mało znani aktorzy są powiewem świeżości. Zdjęcia powstały w ciągu kilkunastu dni na drodze koło Wyszkowa i film może być pozytywnym przykładem taniej produkcji z artystycznym stemplem. Ascetyzm planu i fabularna prostota (przy zachowaniu jedności miejsca, czasu i akcji) rodzą skojarzenia z wieloma innymi niskobudżetowymi i kultowymi filmami na świecie. Nieznane nazwisko i nagły błysk talentu. O to chodzi w tej zabawie.

Dla mnie Supernova jest swoistym kinem drogi, która tak naprawdę nigdy się nie zaczęła. Drogi przerwanej. Okay, powiadam sobie, ta myśl jest nawet ekscytująca, ale dlaczego, nurtuje mnie pytanie, reżyser nie próbuje oczyścić atmosfery, przewietrzyć jej, dlaczego zamyka swoje postaci w zamkniętej przestrzeni, o czym świadczy fenomenalne, trzeba to przyznać, zakończenie? Odpowiedź znajduję w klasycznej już Dzikiej bandzie Sama Peckinpaha, a dokładnie w pierwszych kadrach tego filmu pokazujących meksykańskie dzieci bawiące się walczącymi skorpionami na zakurzonej drodze. Otóż, niektórzy nasi reżyserzy przypominają właśnie te dzieci. Za wszelką cenę chcą udowodnić, jak biologicznie okrutne jest życie. Ci reżyserzy jakby toczyli nieuświadomioną rywalizację, kto odważniej pokaże ludzi w najciemniejszych barwach. Okay, powiadam sobie, ich zbójeckie prawo, mają wyostrzony zmysł obserwacji, brak zgody na rzeczywistość jest przywilejem wrażliwych istot, niech odzierają ze skóry słowiańskich dzikusów, jadę już po bandzie, ale przy okazji, nie wiem, czy zdają sobie z tego sprawę, demonstrują wyższość wobec swoich bohaterów. Stawiają się ponad nimi. I znowu odwołam się do dzieciaków z filmu Peckinpaha – sprawia im radość gmeranie patykiem w ludzkich bebechach. 

Doceniam talent młodego reżysera i jego dyscyplinę, natomiast nagromadzenie w filmie psychologicznych skrajności każe mi wątpić w autentyzm tej wiwisekcji. Jeśli już mówić o „realizmie” Supernovej, to tendencyjnym. Brzmi jak oksymoron? O nie, bo jak uczą mądre głowy, realizm jest kwestią umowną, kwestią tego, co uznamy w danym momencie za realizm. Był przecież niegdyś socrealizm… 

Ocena: 3,5/6

Supernova, Polska 2019, dramat społeczny (78 min), scen. i reż. Bartosz Kruhlik, w rolach głównych: Marek Braun i Marcin Hycnar. Dystr. Forum Film Poland Sp. z o.o. (premiera kinowa 16 września 2019).

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.