kino polskie

„Hejter” słabszy od „Bożego ciała” [Recenzja]

„Hejter” słabszy od „Bożego ciała” [Recenzja]

Udostępnij:

Jan Komasa w najnowszym swoim filmie Sala samobójców. Hejter po raz kolejny udowadnia, że ma szczęśliwą rękę do aktorów i że umie nimi kierować. Kreacja Macieja Musiałowskiego jako warszawskiego „słoika” jest wyjątkowo dojrzała i przekonywująca. I na niej w zasadzie opiera się cała dramaturgia filmu. Musiałowski gra studenta prawa, który za wszelką cenę chce zrobić karierę w stolicy. Nie uznaje jednak czystych reguł gry, tylko wyrafinowane, manipulatorskie. Gdy odtrąca go córka przyszywanych krewnych, wzbiera w nim fala frustracji i zaczyna oplatać intrygą jej rodzinę. Swoje psychopatyczne skłonności wykorzystuje też w pracy w agencji PR. Kieruje hejterską kampanią wymierzoną w lewicowego…

Udostępnij:
Bez uprzedzeń o „Zenku” [Recenzja]

Bez uprzedzeń o „Zenku” [Recenzja]

Udostępnij:

W porównaniu z innymi polskimi masowymi komediami Zenek zaskakuje świeżym spojrzeniem na naszą codzienność oraz ciepłym komizmem. Dostarcza nawet ciekawej story, z czym wielu polskich filmowców ma problem.  Na Zenka wybrałem się do kina nie z miłości do disco polo, ale z recenzenckiego obowiązku. Nadto z ciekawości, bo jak etnolog nie oceniam wycinków kulturowej rzeczywistości, nie wartościuję ich, ale analizuję i opisuję, łączę z innymi zjawiskami społecznymi, szukam w nich znaczeń. Wszystkie aspekty kultury masowej są dla kulturoznawcy jednakowo ważne. Z dala od centrum Po napisaniu tych kilku ogólnych zdań przystępuję do konkretów. Zenek powstał na podstawie książkowej biografii „Zenek…

Udostępnij:
W analogu i cyfrze (5): świeckie spojrzenie na świętość

W analogu i cyfrze (5): świeckie spojrzenie na świętość

Udostępnij:

Jednym z ciekawszych i jednocześnie zapomnianych dziś polskich filmów przełomu lat 80. i 90. jest Życie za życie. Maksymilian Kolbe Krzysztofa Zanussiego. Film o świętym widzianym oczami sceptyka. CZYTAJ TAKŻE: Krzysztof Zanussi o sacrum w dzisiejszym kinie Zanussi w galicyjskiej krainie śmierci Gdyby w Polsce nie doszło do zmiany politycznej 1989 roku, Zanussi z pewnością nie mógłby nakręcić biografii kanonizowanego w 1982 roku przez papieża Jana Pawła II o. Maksymiliana Kolbego, który oddał życie w KL Auschwitz za współwięźnia. Z prostej przyczyny. System komunistyczny był mało łaskawy dla tego rodzaju konfesyjnej twórczości, na domiar złego franciszkaninowi przyklejono łatkę antysemity i…

Udostępnij:
Dziewczyny nie miauczą. Recenzja trzecich „Psów”

Dziewczyny nie miauczą. Recenzja trzecich „Psów”

Udostępnij:

Jeszcze więcej krwi i sadyzmu, dwie spektakularne sceny, sporo autocytatów, ale dramaturgia i intryga szwankują. Takie są Psy 3.W imię zasad. Aha, nowa dziewczyna Pasikowskiego nie odbiega od ulubionego przez reżysera typu anorektycznej modelki, tyle że już nie robi “miau”. Czytaj także: “Psom” Pasikowskiego stuknęła ćwiartka. Hau! Władysław Pasikowski po nakręceniu Hansa Klossa: stawka większa niż śmierć, Jacka Stronga, Pitbulla: Ostatniego psa i Kuriera ugruntował swoją pozycję czołowego twórcy rozrywkowego kina głównie dla mężczyzn. Choć jego filmy nie są pozbawione wad, tworzą rozpoznawalną markę zlewającą się z nazwiskiem reżysera. Na Pasikowskiego chodzi się do kina od czasu pierwszych Psów. Reżyser…

Udostępnij:
„Pan T.” jak powieść graficzna. Recenzja filmu Marcina Krzyształowicza

„Pan T.” jak powieść graficzna. Recenzja filmu Marcina Krzyształowicza

Udostępnij:

Film przypomina powieść graficzną o misternie przemyślanych biało-czarnych kadrach. Ma swoisty, prawie że kafkowski czy też bułhakowski nastrój. Fabule brakuje natomiast dramaturgicznego, przekonywującego spoiwa. Elementu, który wywindowałby ją piętro wyżej niż estetyczna i intertekstualna gra. Sztuka opowiadania o komunizmie i stalinizmie w oparach absurdu nie jest nowym pomysłem. Formułę czarnej, by nie rzec, diabolicznej groteski wynaleźli rosyjscy pisarze (Płatonow, Bułhakow, Krzyżanowski), którzy na samych sobie doświadczyli „dobrodziejstw” azjatyckiego komunizmu. Nie mogąc umieścić nowego politycznego ustroju w racjonalnych ramach, opisywali go w formule absurdalnego snu, na przecięciu się fantasmagorii i brutalnej przyziemności.   Do Polski komunizm przyszedł kilkadziesiąt lat później. Nie…

Udostępnij:
Stare misie, czyli mafia po polsku [Recenzja „Solid Gold”]

Stare misie, czyli mafia po polsku [Recenzja „Solid Gold”]

Udostępnij:

Solid Gold ogląda się nawet przyjemnie, by nie rzec wakacyjnie. Starsi panowie dwaj – król trójmiejskiej mafii i ścigający go policjant – często wypowiadają zręczne bon moty, zachowują dobre maniery, piją drogie trunki, nad gdyńskimi plenerami prawie zawsze świeci słońce, a kobiety  są chętne… Ale to za mało w przypadku thrillera, jak określa swój film reżyser. Brakuje w nim napięcia, wizualnego dynamitu, a sceny przemocy są małoformatowe, telewizyjne.  Premiera Solid Gold była kilka razy przekładana ze względów politycznych; film został też wycofany na moment z konkursu głównego festiwalu w Gdyni, gdyż główny koproducent, czyli TVP, nie dokonał kolaudacji. Twórcy pokłócili…

Udostępnij:
Poeta fortepianu. Recenzja filmu o Mieczysławie Koszu

Poeta fortepianu. Recenzja filmu o Mieczysławie Koszu

Udostępnij:

Ikar. Legenda Mietka Kosza Macieja Pieprzycy obfituje w wiele emocjonalnych, aktorskich i muzycznych przeżyć. Po prostu wzrusza. Nazwisko Mieczysława Kosza nic nie mówi młodemu pokoleniu. Był wielką nadzieją polskiego jazzu na przełomie lat 60. i 70., genialnym, dobrze  wykształconym pianistą, którego koncerty przybierały formę misteriów. W niepowtarzalny sposób interpretował romantycznych kompozytorów (Liszta, Chopina, Borodina). Muzykę traktował bardzo osobiście, jako sposób na życie i opróżnianie swojego serca z emocji i uczuć. Był zatopionym w sobie introwertykiem z powodu nieuleczalnej choroby oczu. Nie widząc wiele, wiele słyszał i odczuwał. Niestety, nie zawsze dobrze układające się, z powodu niepełnosprawności, relacje z otoczeniem, sprawiły,…

Udostępnij:
„Boże ciało” boli i oczyszcza [Recenzja]

„Boże ciało” boli i oczyszcza [Recenzja]

Udostępnij:

 Jan Komasa nie popełnił błędu Wojtka Smarzowskiego w Klerze. Nie nakręcił politycznej agitki, nie rani psychiki odbiorców dla samego ranienia, tylko w celu oczyszczenia. Działa uzdrawiająco. Wejście na ekrany kin Bożego ciała poprzedziło niecierpliwe oczekiwanie związane z pytaniem, co też cudowne dziecko polskiej kinematografii, jakim jest bez wątpienia  38-letni twórca, zaproponuje po psychodelicznej Sali samobójców i eksplodującym wizualnymi efektami Mieście 44? Ciekawość pobudzał jeszcze intrygujący tytuł i jedno streszczające fabułę zdanie: film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami o młodym mężczyźnie udającym księdza. Wato było czekać. Seans jest gęsty od emocji, balansuje na krawędzi bluźnierczej prowokacji i oczyszczającej grupowej terapii, nikogo nie pozostawia…

Udostępnij:
1 of 5
12345