Chrześcijanie muszą wrócić do małych wspólnot – pisze Rod Dreher

Książka czołowego amerykańskiego publicysty konserwatywnego Roda Drehera  Żyć bez kłamstwa zasadza się na prostym,  jednocześnie genialnym pomyśle. Otóż jej autor odbył wiele rozmów z chrześcijańskimi dysydentami z byłych państw komunistycznych, by przestrzec współczesnego człowieka przed rodzącym się na Zachodzie miękkim lewicowym totalitaryzmem.

Zdaniem Drehera, nie jest on wcale mniej groźny od bolszewickiego terroru. A można by rzec, że nawet bardziej niebezpieczny, gdyż wydaje się być niewidoczny dla ludzi. Jego koryfeusze szermując z pozoru moralnie słusznymi hasłami sprawiedliwości w coraz większym stopniu ograniczają innym prawo do wypowiedzi. Chodzi im o przejęcie władzy nad umysłami ludzi w imię troski o uczucia różnych ofiar: gejów, czarnych, osób transeksualnych, kobiet itp.

 (…) lewicowy totalitaryzm przemawia do wewnętrznych tęsknot człowieka, zwłaszcza tęsknoty za sprawiedliwym społeczeństwem,  które wyzwala i rehabilituje ofiary dawnych prześladowań. Pod płaszczykiem szlachetności demonizuje inaczej myślących i piętnowane przez siebie segmenty społeczeństwa, aby troszczyć się o uczucia „ofiar” i w ten sposób wprowadzać „sprawiedliwość społeczną” – tak pisze o łagodności nowego totalitaryzmu autor Żyć bez kłamstwa.

Dlaczego hasła postępowców trafiają na podatny grunt?  Otóż  dlatego, że  zasadniczym celem współczesnego zachodniego człowieka  jest dbanie o własne szczęście, przyjemność, rozwój i sukces, a nie poszukiwanie transcendentnego sensu życia.  Kiedyś wolność wyboru polegała na wyborze cnoty, teraz wyłącznie na nieograniczonym wyborze wolności. Kiedyś zachodnia cywilizacja była ukierunkowana na Absolut, to on wyznaczał kryteria poznania i podstawowe hierarchie wartości, dziś ludzkim myśleniem rządzą postmodernistyczne rozbite narracje,  które zrezygnowały ze słowa prawda na rzecz  wielości dyskursów. Kto wymyśli atrakcyjniejszą narrację, ten rządzi potrzebami milionów ludzi.

Rodzącemu się na naszych oczach nowemu totalitaryzmowi sprzyjają cyfrowi giganci z Doliny Krzemowej. Od wielu lat Google, Facbook, Twitter, PayPal  i inne korporacje stosują metody inwigilacji  użytkowników i klientów tak, by ukierunkowywać ich potrzeby i czerpać maksymalne zyski. Tak się dziwnie złożyło, że wśród przedstawicieli tego biznesu jest wielu przebudzonych postępowców, którzy metody inwigilacji wykorzystują też do szerzenia haseł  sprawiedliwości społecznej. Robią to z wielką gorliwością. Postęp jest dla nich swoistą religią, utopijną wiarą w to, że mogą ukształtować nowego człowieka na swoje podobieństwo. W ich myśleniu odzywa się duch pionierskiego i prometejskiego amerykańskiego kapitalizmu.

 Zachodni postępowcy twierdzą, że po ich stronie jest nauka, choć tak naprawdę ich poglądy nie mają nic wspólnego z naukowymi. Proponowana przez nich wizja seksualności człowieka nie opiera się na biologii, na podziale na mężczyznę i kobietę, tylko na psychologicznym i subiektywnym odczuwaniu za kogo się ktoś uważa. Bo do subiektywizmu sprowadza się tzw. płeć kulturowa.

Podobnie jak bolszewicy, zwolennicy teorii krytycznej, multikulturalizmu, różnorodności i znoszenia różnic między płciami i narodami są radykalni w swoich celach, ale posiadają inne metody:

(…) są utopistami wierzącymi w to, że ideał postępu wymaga zniszczenia wszystkich starych form społecznych w imię wyzwolenia ludzkości. W przeciwieństwie do swoich bolszewickich poprzedników dążą oni do przejęcia nie środków produkcji ekonomicznej, tylko środków produkcji kulturalnej. Wierzą, że po wyzwoleniu ludzkości z krępujących ją więzów – patriarchatu, małżeństwa, białej dominacji, binarności płciowej i tak dalej – nasze życie przybierze radykalnie nową, o wiele lepszą formę.

Postępowcy przebudowują świat wykorzystując do tego celu podbite przez siebie burżuazyjne instytucje. W ten sposób idee LGBT wkradły się do wielkich korporacji i stały się elementem ich marki. Kilkadziesiąt lat temu zaczęli od uniwersytetów, gdzie obecnie poprawność polityczna zamyka usta naukowcom przed swobodną wymianą zdań i opinii. Ich studenci zasiadają teraz w mediach, partiach politycznych i korporacjach i kreują obraz świata na fałszywych, nienaukowych przesłankach.

„ (…) w rodzącym się miękkim totalitaryzmie każda myśl lub postępowanie, które można zinterpretować jako wykluczające członków grup faworyzowanych przez lewicę, podlegają surowemu potępieniu” – przestrzega Rod Dreher powołując się na słowa konserwatywnego myśliciela sir Rogera Scrutona.  

Książka Roda Drehera ma eseistyczno-reportażowy charakter. Autor opisując metody postępowania orędowników wielkiego marszu postępu powołuje się na uznanych autorów z dziedziny filozofii, socjologii i politologii.

Ale nie te partie książki są najciekawsze, tylko relacje i świadectwa byłych antykomunistycznych działaczy w dawnej Europie Wschodniej zebrane częstokroć osobiście przez Roda Drehera. Baptystyczny pastor rosyjski Jurij Sipko i węgierska katoliczka Mária  Komáromi mówią autorowi Życia bez kłamstw, że swoją walkę z  totalitaryzmem opłacili wielkim cierpieniem. Jurij Sipko dodaje, że rosyjscy baptyści przeżyli 60-letnie prześladowania tylko dlatego, że tworzyli małe wspólnoty i w nich się modlili i czytali Biblię. Ponadsiedemdziesięcioletnia węgierska bohaterka Maria Wittner w 1956 roku jako nastolatka spędziła osiem miesięcy w celi śmierci.  To w niej nauczyła się, że nie wolno bać się, że tylko człowiek o wolnej duszy zwycięża. Gruzin Wachtang Mikeladze opowiada Amerykaninowi o tym, jak został aresztowany on i jego siostra w  1937 roku przez NKWD w Tbilisi za to, że ich ojciec naraził  się czymś Stalinowi. Jednocześnie przyznaje się do tego, że do dziś nie opuszcza go wstyd, że odczuwał zadowolenie z tego, że nie tylko on, ale także wielu innych mieszkańców Tbilisi zostało aresztowanych w tym samym dniu.  Jeden z przywódców drugiej fali podziemnego Kościoła w komunistycznej Słowacji  František Mikloško  nieświadomie powtarza myśl Jurija Sipko, że słowackich katolików ocaliły małe wspólnoty. I tu dochodzimy do  zasadniczego przesłania książki Drehera: uważa on, że współcześni chrześcijanie też będą zmuszeni do organizowania się w małe grupy, by nie dać się pokonać miękkiemu totalitaryzmowi. Odwołuje się on do chorwackiego jezuity Tomislava Poglajena, który w 1943 roku uciekł z kraju przed aresztowaniem przez gestapo do Słowacji, tam zmienił nazwisko na Kolaković i mając świadomość, że nadchodzą trudne czasy, że komunizm wnet zapanuje w Czechosłowacji, założył „Rodzinę” małych katolickich grup. Ich dewiza brzmiała: widzieć świadomie  rzeczywistość, trzeźwo ją oceniać i po wyciągnięciu wniosków działać. Czy te same metody będą musieli przyjąć chrześcijanie w Polsce, czas już wnet pokaże.

Rod Dreher, Żyć bez kłamstwa. Jak wytrwać w chrześcijańskiej opozycji, przeł. Magda Sobolewska, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2021.

Drogi Czytelnikujeśli smakują Ci moje teksty, możesz postawić mi symboliczną kawę. DZIĘKUJĘ. (Kliknij w grafikę).:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.