W analogu i cyfrze (8): „Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem” (1970)

Czołowy włoski dramat polityczny „Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem” (1970) w reżyserii Elio Petriego nic nie traci po latach ze swojej estetycznej atrakcyjności. Jego siła tkwi w umiejętnym balansowaniu reżysera między groteską, absurdem a realizmem.

Włoska kinematografia wydała w latach 70. na świat sporo udanych filmów politycznych. Najdojrzalszymi dziećmi w tej gromadce były Sprawa Mattei i Szacowni nieboszczycy Franceso Rosiego, Podejrzany Francesco Masellego i właśnie Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem. Wszystkie je łączyła lewicowa optyka oraz Gian Maria Volonte, odtwórca głównych ról, który aktorskie szlify zdobywał na planie spagethii westernów. Rewolta młodzieżowa z 1968 roku oraz ambicje komunistów zdobycia władzy w kraju odcisnęły swoje wyraźne piętno na włoskim kinie politycznym tamtych lat.

Czym zachwyca dziś dramat Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem? Przede wszystkim zamierzoną teatralizacją i sztucznością gry aktorskiej oraz międzyludzkich napięć. Rzecz opisuje pewnego inspektora wydziału zabójstw, który morduje kochankę za to, że spotyka się z młodym anarchistą, uczestnikiem wydarzeń z maja 1968 roku.

Ale ofiara policjanta, Augusta Terzi, nie jest niewiniątkiem, tylko luksusową kurtyzaną, przedmiotem pożądania bogatych mężczyzn. Bawi się ich seksualnymi wyobrażeniami, upodobaniami i obsesjami. Podobnie poczyna sobie z inspektorem policji, którego podrywa przez telefon. Już „na łączach” zaczyna się perwersyjna gra między kobietą niewolnicą a policjantem władcą. Podczas tej gry oboje stają się zakładnikami prywatnych i zbiorowych sadomasochistycznych fantazji, gdyż odgrywają sceny morderstw, jakie wyjaśniał inspektor i o jakich pisały media. Jedno okazuje się być śmiertelnie poważne dla Augusty Terzi.

Wątek Augusty Terzi decyduje o rozumieniu filmu. Nawiązując do filozofii Herberta Marcusego (którą bez wątpienia znał komunista Elio Petri), należy napisać, że kobieta „musiała” stać się ofiarą instynktu zniszczenia, nieodłącznego towarzysza popędu seksualnego, tłumionego przez opresyjne społeczeństwo. Wyrazicielem tego instynktu jest inspektor, „obywatel poza wszelkim podejrzeniem”.

Ale to nie koniec przedstawienia w wykonaniu „obywatela” . Podczas śledztwa w sprawie śmierci kochanki naprowadza podwładnych na swoją osobę, podrzuca im kolejne dowody przemawiające przeciwko niemu. W ten sposób sprawdza granice swojej władzy, jak daleko może posunąć się z jednej strony w autodemistyfikacji, z drugiej zaś w manipulowaniu innymi. Czuje się bezkarny i wszechpotężny, gdyż właśnie otrzymał awans na szefa sekcji politycznej policji.

Elio Petri bierze artystyczny odwet

za przegraną rewoltę 1968 roku

Elio Petri aranżuje sztuczną rzeczywistość, by skrytykować zakłamanie i opresyjność ówczesnego systemu politycznego Włoch. Robi tak, by wziąć artystyczny odwet za przegraną rewoltę 1968 roku i tez głoszonych przez jednego z jej „proroków”, Herberta Marcusego, a jedna z nich głosiła, że system mogą obalić wyłącznie artyści, inteligenci, młodzież i wszelkie grupy mniejszościowe. Jego bohater zakłada maski groteskowego bufona, także faszystowskiego duce, bo zależy mu wyłącznie na dominacji. Jego nienaturalna nadekspresja wywiera wpływ na ludzi. On jest samotnym królem, a oni pionkami na jego szachownicy. Jednocześnie inspektor jest brutalny i bezwzględny w tropieniu buntowników.

Skąd taki rys policjanta? Otóż, pochodzi on z niższych klas społecznych i w ten sposób chce pokonać własną alienację i doszlusować do elity kraju. Natomiast jego kochanka należy do mieszczaństwa i jako jej zepsuta reprezentantka bawi się mężczyznami. Jest nieco podobna do bohaterki innego filmu Elio Petriego, Spokojnego miejsca na wsi, wykwintnej kobiety, która zarabia na obrazach swojego narzeczonego, artysty, która zamienia je w kapitalistyczny towar. W Śledztwie... tylko reprezentanci niższych klas, hydraulik i młodzi anarchiści, są nieskażeni burżuazyjną, dekadencką kulturą. Petri ten rozdźwięk między autentyzmem a sztucznością zaznacza różną stylistyką zdjęć, z jednej strony wyrafinowanych artystycznie, z drugiej zaś realistycznych. Wielce pomocne są mu śmiałe, nietypowe ujęcia kamery, zabawy z ostrością obrazu i eksperymenty z montażem.

Film ma zaskakujące zakończenie. Zdradzę je mimo wszystko. Przyznanie się inspektora do winy wcale nie przeszkadza mu w dalszym robieniu kariery, a wręcz przeciwnie: szakal znajduje swoje miejsce w stadzie innych szakali. W ostatniej scenie inspektor oddaje hołd swojemu przełożonemu niczym mafijnemu bossowi (scena ta odbywa się w przyciemnionym pokoju i nie jest tak kolorowa jak pozostałe). Tym sposobem Petri, jak inni włoscy twórcy lat siedemdziesiątych, zrównuje władzę z mafią.

To nie mogło podobać się oficjalnym czynnikom. Jak pisze Tadeusz Miczka w swojej monografii Kino włoskie, film Petriego został na jakiś czas wyłączony z dystrybucji a reżyser musiał stawić się przed prokuratorem. Sprawa przycichła po proteście wielu organizacji i po tym jak film otrzymał Oscara dla najlepszej nieanglojęzycznej produkcji.

Elio Petri od młodych lat działał we włoskim ruchu komunistycznym, był nawet członkiem partii komunistycznej (wystąpił z niej w 1956 roku po inwazji ZSRR na Węgry), mimo tego romansował z włoskim kinem gatunków, czyli z usypiaczami świadomości klasy robotniczej. Na szczęście, można rzec. Bo gdyby Śledztwo… zostało zrobione ubogimi, proletariackimi metodami, nigdy by nie odniosło komercyjnego i artystycznego sukcesu i nie było dziś chętnie oglądane. A że jest nadal oglądane, świadczą nowe jego odczytania. Zdaniem współczesnych lewicowych krytyków, Elio Petri jest za mało postępowy, gdyż głównymi bohaterami swoich obrazów czynił osamotnionych mężczyzn, a nie kobiety, które, jakby tego było mało, traktował przedmiotowo jak kapitalistyczne zabawki. No cóż, rewolucja nie stoi w miejscu i nawet jej klasykom należą się reprymendy za ideologiczne odchylenia.

Zdjęcie na górze: Inspektor policji bawi się ciałem swojej kochanki (kadr filmu).

* **

W cyklu W analogu i cyfrze” wracam do filmów zrealizowanych przed nastaniem ery cyfrowej. Konfrontuję je z dzisiejszymi oczekiwaniami, sprawdzam, czy cienie utrwalone na światłoczułej taśmie mają nam jeszcze coś interesującego do powiedzenia. Ciąg dalszy nastąpi.

Drogi Czytelnikujeśli smakują Ci moje teksty, możesz postawić mi symboliczną kawę i wspomóc moją pracę. Dziękuję.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.