Armia Krajowa dla fanatyków akcji [Recenzja]

Udostępnij:

Wydana w 75. rocznicę powołania do życia Armii Krajowej książka młodego historyka Wojciecha Königsberga AK 75. Brawurowe akcje Armii Krajowej ma popularyzatorski charakter i jest przeznaczona zarówno dla młodszych, jak i starszych czytelników. Choć w publikacji można znaleźć nie tylko opisy zwycięstw żołnierzy AK, ale i sromotnych porażek, to podtrzymuje pozytywną legendę Polskiego Państwa Podziemnego. Nie ma w niej miejsca na historyczny rewizjonizm.

Zgodnie z tytułem książka została pomyślana jako katalog największych akcji bojowych podziemnej armii sklasyfikowanych i ułożonych wg autorskiego klucza. Mamy zatem dziewięć rodzajów wojskowych operacji, od likwidacji przedstawicieli niemieckiego terroru oraz agentów gestapo, konfidentów i kolaborantów po dywersję na kolei, uwalnianie więźniów, akcje zaopatrzeniowe i inne. Teksty zostały zredagowane wg jednego, czytelnego szablonu. W tok w miarę żywej narracji autor wplata relacje historyczne pochodzące z różnych źródeł, także ze wspomnień akowców.

Najwięcej emocji dostarczają rozdziały dotyczące akcji likwidacyjnych dokonywanych przez oddziały dywersyjne. Poruszają wyobraźnię, pokazują metody AK, a przede wszystkim przybliżają ludzi oddanych bez reszty walce z okupantem. Takim ideowym żołnierzem był 21-letni Jan Kryst „Alan” służący w Warszawskim Okręgu, wykonawca zamachu na gestapowcach w stołecznej Café Adria. Jan Kryst zgłosił się do dowództwa z propozycją samodzielnego wykonania desperackiej akcji bez szans na przeżycie. Powodem miała być zaawansowana gruźlica. Młody żołnierz chciał w bohaterski sposób przerwać swoje życie. Nie do końca jest jasne, czy „Alan” faktycznie był śmiertelnie chory, czy tylko stworzył sobie taką legendę, pewne jest natomiast, że dostał zgodę kierownictwa Kedywu na samobójczy akt. Wykonał go 22 maja 1943 roku. Wprowadzony przez oficera Kedywu do dostępnej tylko dla Niemców Café Adria, po zgaszeniu reflektorów i po rozpoczęciu się występu estradowego wyciągnął pistolet maszynowy i otworzył ogień do gestapowców siedzących w loży. Wg polskich źródeł Kryst zabił trzech gestapowców, sam poległ na miejscu.

Likwidacja szefa siedleckiego Kripo SS Sturmscharführera Heinricha Krafta 1 kwietnia 1944 roku była zupełnie przypadkowa. Tego dnia do siedleckiej spółdzielni „Rolnik” przybył 30-osobowy oddział AK pod dowództwem ppor. Czesława Dylewicza „Krukowskiego” w celu zdobycia zaopatrzenia. Odział nie wiedział, że godzinę wcześniej inna polska grupa wojskowa dokonała w „Rolniku” akcji zaopatrzeniowej. Gdy akowcy rekwirowali towary, do spółdzielni przyjechał zaalarmowany już szef Kripo Heinrich Kraft. Osłaniający na zewnątrz grupę akowców kpr. Witalis Skorupka „Orzeł” nie tracąc zimnej krwi szybko poszedł za Kraftem do siedziby spółdzielni i oddał cztery strzały zabijając go na miejscu.

Mimo że wiele podziemnych akcji zakończyło się fiaskiem, jak np. zamach na generalnego gubernatora Hansa Franka czy próby zabicia wyższych dowódców SS i policji w GG Wilhelma Koppego i  Friedricha Wilhelma Krügera, nie można powiedzieć, by działania podziemnej armii w ogóle nie przynosiły oczekiwanego efektu. Niemcy coraz bardziej obawiali się polskich „nacjonalistów”, a po udanym zamachu w styczniu 1944 r. na szefa warszawskiego SS Franza Kutcherę co prawda przeprowadzili odwet na cywilach, ale potem nie mieli już odwagi dokonywać w Warszawie masowych egzekucji.

W AK 75 czytelnik znajdzie też opisy akcji z terenu dzisiejszego Podkarpacia, a mianowicie udanego odbicia więźniów z więzienia w centrum Jasła (akcja „Pensjonat”), opanowania 26 lipca 1944 r. przez oddział ppor. Franciszka Kochana „Obłońskiego” Iwonicza Zdroju czy wreszcie udanej akcji wywiadowczej na terenie poligonu SS w okolicach Bliznej polegającej na zdobyciu fragmentów wystrzelonych próbnie przez Niemców rakiet V2 (szkoda tylko, że w przypadku tego ostatniego artykułu autor konsekwentnie źle odmienia nazwę wsi Blizna).

Jak się rzekło, książka Wojciecha Königsberga ma popularyzatorski charakter i z pewnością dotrze do wielu odbiorców. Temu celowi ma służyć także jej popkulturowa okładka skomponowana z kadru filmu Passendorfera „Zamach”. Ale w tym kontekście należy zadać pytanie, czy AK w ogóle zasługuje na swój mit, bo przecież walka z niemieckim okupantem była okupiona wieloma ofiarami. Niemcy skutecznie wnikali w struktury Polskiego Państwa Podziemnego dekonspirując żołnierzy i oficerów (zdradzony został najwybitniejszy dowódca KG AK gen. Rowecki), nie powiodły się akcja „Burza” i Powstanie Warszawskie. Nie zmienia to jednak faktu, że Polskie Państwo Podziemne odnosiło sukcesy. Z książki Königsberga  można się dowiedzieć, że wywiad AK skutecznie „namierzał” i rozpracowywał osoby przeznaczone do zlikwidowania. Gdyby nie podziemne struktury, terror niemiecki byłby o wiele większy, Polacy łatwo zostaliby zamienieni w niewolników, a liczba zdemoralizowanych gnid byłaby bardzo duża. Okładka książki słusznie wskazuje, że oprócz skuteczności i masowości AK decydującymi czynnikami jej mitu są heroiczna młodość i męskość. Przytoczę słowa wybitnego amerykańskiego prozaika Thomasa Wolfe’a, że „wojna ludziom tak samo daje życie, jak daje śmierć. Przepełnia serca młodych pieśnią szaloną i rozradowaniem”. Co prawda Wolfe uważał, że w obliczu cierpienia i bólu, jakie przynosi wojna, ta szalona pieśń jest szkodliwą iluzją, to w polskim przypadku należy do zwycięskich, bo bez niej w ogóle nie odzyskalibyśmy niepodległości.

Wojciech Königsberg, AK 75. Brawurowe akcje Armii Krajowej, Znak, Kraków 2017.

Udostępnij:

Leave a Reply