Horror w dalekiej Rumunii. Recenzja “Zakonnicy”

Udostępnij:
Frekwencyjny sukces horroru „Zakonnica”. Fot. materiały prasowe/Warner Bros Polska.

Jak na przeciętny poziom, zadziwiającą karierę robi na naszych ekranach amerykański horror Zakonnica. Film w pierwszy weekend wyświetlania obejrzało aż 307 tysięcy widzów, co zapewniło mu miejsce w czołówce najlepszych otwarć 2018 roku.

Przyczyn tej popularności można znaleźć kilka. Film jest o egzorcyzmach, a temat ten budzi w Polsce emocje  sądząc po sporej liczbie książek, artykułów i filmów. Fabuła dotyczy Kościoła katolickiego, co też może mieć niebagatelne znaczenia w katolickim kraju. Na masowe potraktowanie Zakonnicy na pewno miało wpływ to, że jest kolejną częścią popularnej serii horrorów Obecność i Obecność 2 oraz Annabelle i Annaballe: Narodziny zła. Swoje trzy grosze mogła bez wątpienia dorzucić reklama nadchodzącej premiery (28 września) kontrowersyjnego filmu Smarzowskiego Kler. A filmy Smarzowskiego były dotąd dobrze przyjmowane przez młodzieżowego widza, który wypełnia przecież sale kinowe na seansach Zakonnicy.

Ja wybrałem się na Zakonnicę, by zrobić sobie czyściec od kina artystycznego. Co za dużo to nie zdrowo, mi też się należy trochę eskapizmu. I wpadłem w istne piekło, bo w Zakonnicy mnóstwo jest cyfrowo zobrazowanych demonizmów i satanizmów. Ale po kolei. Lata 50. ub. wieku. Doświadczony egzorcysta ks. Burke i młodziutka siostra Irene tworzą sympatyczną parę bardzo religijnych osób. Watykan wysyła księdza i zakonnicę do dalekiej Rumunii, by przeprowadzili  śledztwo w sprawie dziwnych wydarzeń mających miejsce w położonym wysoko w Karpatach opactwie. Zakonnice zostały opanowane przez siły nieczyste, jedna z nich popełniła samobójstwo.

Początek filmu jest utrzymany w lekko humorystycznej, słonecznej tonacji. Rumunia pachnie lasami i ogrodami, komunizmu ani słychu ani widu. Do osób duchownych dołącza młody miejscowy… Francuz (dlaczego akurat Francuz, trudno orzec) i jako zgrana paczka wnikają w mroczny świat zamczyska. A przypomina on siedzibę hospodara Vlada Palownika. Gdy horror się rozkręca, w labiryncie korytarzy i komnat ujawnia się pod postacią zasuszonej zakonnicy szatan, wcielenie znane z Obecności. W tym momencie logika trochę szwankuje, raz pierwsze skrzypce gra duchowny, innym razem młodziutka zakonnica, i nie wiadomo, do kogo należy decydujący głos. Francuz też najpierw kozaczy uzbrojony w strzelbę, później bez związku mówi o potrzebie modlitwy. Orgia przemocy jest nieco chaotyczna, efekty grozy polegają na ruchu i dzianiu się, ale trzeba pochwalić scenografów i charakteryzatorów za wizualne atrakcje. Scena makabrycznego tańca wśród jednakowo ubranych na biało zakonnic naprawdę robi wrażenie.

W fabule raczej trudno znaleźć antykatolickie elementy. Nie ma w nim ani teologii, ani antyteologii, tylko folklorystyczny miszmasz. Jest tylko jedna sugestia, że Kościół  ma swoje grzechy, a specjalistą od ich usuwania jest hollywoodzko przystojny ks. Bruke. Zło sprowadził do karpackiej krainy średniowieczny właściciel zamku. Ponieważ film jest przeznaczony dla masowego odbiorcy, diuk nie otrzymuje żadnego alibi, nie ma nic z romantycznego buntownika. Ponoć rzecz jest na faktach, ale umieśćmy je między bajki. Moje oczy cieszyły się umiejętnością kreowania zupełnie sztucznego, wzorowanego na klasycznych filmach grozy imaginarium, bardzo średniowiecznego ze względu na swoją dosłowność i potworność. Do lepszych scen zaliczam tę, gdy w pewnym momencie zaczynają dzwonić wszystkie dzwonki na cholerycznych grobach, dające znać, że umarli jednak żyją. A komu bije ten główny dzwon, poczekajmy do premiery Kleru.

Ocena: 2/6

Zakonnica (The Nun), horror (96 min.) USA 2018, reż.: Corin Hardy, w rolach głównych: Bonnie Aarons, Demian Bichir, Taissa Farmiga, w kinach od 7 września 2018.

Udostępnij:

Leave a Reply