Historia pewnego małżeństwa. Dyskretny film Noaha Baumbacha [Recenzja]

Udostępnij:
Scarlett Johansson i Adam Driver jako nowojorskie małżeństwo. Fot. materiały prasowe

Jedyną wadą dramatu Noaha Baumbacha Historia małżeńska jest nadmiar dialogów, sprawiających, że bardziej jest do czytania (ewentualnie słuchania), niż oglądania. Reszta zadziwia autentyzmem oraz brakiem pretensjonalności w pokazaniu życiowych sytuacji.  

Noah Baumbach podobnie jak jego starszy kolega po fachu Woody Allen obrazuje w swoich filmach grupę społeczną, z jakiej się sam wywodzi, czyli mieszczuchów z klasy średniej zajmujących się artystycznymi zajęciami, pisarstwem, aktorstwem, reżyserią.

Tzw. proza życia jest dla niego ciekawsza niż wydumane fabuły, dlatego tematy czerpie z własnej biografii i osób z najbliższego otoczenia. Wielu uważa jego filmy za autobiograficzne, ale on sam woli je nazywać osobistymi, gdyż  bardziej mu zależy na przekazywaniu prawdy emocjonalnej niż faktograficznej. Opowiada o kryzysach rodzinnych, o nadwrażliwcach na zakrętach życiowych. Nie dba o to, by jego bohaterowie byli specjalnie lubiani. Niczym Czechow wnika głęboko w zakamarki charakterów, pokazuje ludzkie śmiesznostki, dziwactwa, tęsknoty, niespełnione ambicje, dłubie w pogmatwanych życiorysach. Jednocześnie – tu znów przydaje się odwołanie do twórczości Czechowa –  unika wysokich tonacji i emocjonalnych skrajności, bardziej odpowiadają mu stany średnie zmieszane z dyskretną dawką humoru.

Właściwie ten film nie ma ani początku, ani zakończenia. Zaczyna się od tego, jak małżonkowie w średnim wieku wyliczają dobre strony „przeciwnika”. Co w nim najbardziej cenią. Potem okazuje się, że ich małżeństwo, mimo tego, że w zasadzie jest udane, nagle się rozsypuje. Powody kryzysu wychodzą z czasem, gdy Nicole (Scarlett Johansson) zabiera synka z Nowego Jorku do matki do Los Angeles. Charlie (Adam Driver) wyrusza za nią, ale jego usiłowania posklejania rodziny na nowo przynoszą odwrotny skutek. Zaskakują go coraz to nowe niespodzianki. W ostatniej scenie Charlie śpiewa piosenkę dającą wyraz jego wielkiej porażki. Historia się kończy, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy małżonkowie, w których nie zgasło jeszcze uczucie, rozstali się na sto procent.

Mocną stroną są scenki rodzajowe, zabarwione  wieloma odcieniami i niuansami, bez dominujących barw, z wplecionym umiejętnie w dialogi i mowę ciała komizmem. Mimo że oglądamy rozpad małżeństwa, nie widzimy ani tłuczonych naczyń, ani  kłótni, raczej, mimo wielu wypowiedzianych zdań, niemożność zrozumienia się i wybaczenia. No i trochę łez. Gwałtowna hollywoodzka emocjonalność nie licuje ze stylem Baumbacha.

Godne podziwu jest aktorstwo. Wielką satysfakcję sprawia podglądanie sław w prozaicznych rolach, dalekich od hollywoodzkiego kina. Scarlett Johansson jest bardzo zwyczajna, mysia. Adam Driver stworzył jeden z najprawdziwszych męskich portretów bez retuszu. Na drugim planie Laura Dern czaruje rolą wyrafinowanej pani mecenas, podobnie zapomniany nieco Ray Liotta. Julie Hagerty jako teściowa Charliego to osobna pieśń. Jest tyleż kochająca, poczciwa, co naiwnie zabawna. 

Historia małżeńska ma strukturę waty. Przepraszam za to porównanie, ale lepszego nie znajduję. Jest miękka, lekka, a jednocześnie gęsta, pozwijana, zmieniająca często swoją spoistość. Trudno zapanować nad tą materią, skroić do własnych oczekiwań. Zaskakuje banalnością, tyle że język prozy nieoczekiwanie zmienia się w poezję codzienności, a śmieszność miesza się ze smakiem zwietrzałego wina.   

Ocena: 4/6

Historia małżeńska (Marriage Story), USA (2019), komediodramat (136 min), scen. i reż. Noah Baumbach, w rolach głównych: Scarlett Johansson, Adam Driver, Laura Dern, w kinach od 29 listopada 2019.

Udostępnij:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.