„Psom” Pasikowskiego stuknęła ćwiartka. Hau!

Udostępnij:
Okładka zrekonstruowanej wersji „Psów” na DVD (Bestfilm).

Dramat sensacyjny Władysława Pasikowskiego należy do najważniejszych filmów fabularnych, jakie nakręcono w Polsce po przełomie 1989 roku. Po raz pierwszy polski reżyser zaprezentował na dużym ekranie wielką erupcję przemocy, cynicznego języka oraz odważnego seksu, po raz pierwszy też pokazał w negatywnym świetle część byłych funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Film doceniła widownia, szturmując kina w liczbie ponad trzystu tysięcy. A czytelnicy tygodnika „Film” przyznali dziełu Złotą Kaczkę za 1992 rok. W tym roku mija 25 lat od premiery Psów i z tej okazji warto trochę powęszyć wokół tematu.

Rok 1992 był szczególny w naszym życiu politycznym. Po tym jak szef MSW Antoni Macierewicz ujawnił spis agentów komunistycznych służb został obalony rząd Jana Olszewskiego. W mediach  toczyła się gwałtowna dyskusja na temat lustracji. Jej początki sięgały roku 1989, gdy premier Mazowiecki ogłosił politykę „grubej kreski”, i roku 1990, gdy przeprowadzono weryfikację funkcjonariuszy byłej policji politycznej (większość z nich przeszła ją pozytywnie). Tymczasem część byłych działaczy opozycji demokratycznej z okresu  PRL była przeciw „grubej kresce” rozumianej przez nich  jako brak rozliczenia ludzi dawnego systemu, a w kwestii nowych służb proponowała czeski wariant zerowy.

W takiej atmosferze 33-letni Władysław Pasikowski kończył zdjęcia do swojego drugiego po Krollu filmu – Psy Głównym wątkiem dramatu była zaczerpnięta z klasycznego amerykańskiego podgatunku buddy movie męska przyjaźń między funkcjonariuszami SB – Franzem Mauerem a Olem. Obaj w związku z negatywną weryfikacją nie weszli do nowych służb. Ten pierwszy został tylko policjantem, ten drugi w poszukiwaniu środków do życia zaczął współpracować z mafią amfetaminową. Przyjaźń dwóch psów kończy się zdradą Ola i wymierzeniem mu kary przez Franza Mauera. Widzowie opuszczali kina będąc pod wrażeniem ostatnich słów wypowiedzianych przez Mauera, że w życiu liczą się zasady i zastrzelenia Ola serią z kałasznikowa. To był szok!

Psy były żywo dyskutowane. Recenzenci podkreślali, że Pasikowski nieobciążony generacyjnie wyłamał się spod biało-czarnego schematu, dyktującego kto jest dobrym byłym opozycjonistą, a kto złym „komuchem”. Pozwolił sobie nawet na negatywne przedstawienie polityków z fikcyjnej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, czyniąc aluzję do będących u władzy polityków ZChN, z których naigrywał się nawet Kukiz i jego zespół Piersi. Starszy i bardziej doświadczony od Pasikowskiego reżyser Piotr Szulkin odnosząc się do krytycznego stosunku kolegi po fachu zarówno do „czerwonych”, jak i „czarnych” (ci drudzy chcieli zdekomunizować tych pierwszych), podkreślał jego aideologiczność. Tym czynnikiem początkujący reżyser miał się przypodobać młodej widowni:

Ideologicznie pan Pasikowski jest czysty jak pupa niemowlaka i jako taki, przyglądając się otoczeniu, wyciągnął wniosek, że ludzie nie dzielą się na „komuchów” i „katolików”, lecz na ludzi i ludzi („Kino” 1993/5).

Ucieczkę Pasikowskiego od ideologii zauważył też Krzysztof Sielicki, recenzent tygodnika „Spotkania”, pisma założonego przez byłego znanego opozycjonistę Piotra Jeglińskiego. Dostrzegł on w Psach przede wszystkim walory rozrywkowe:

(…) łatwo zarzucić filmowi niekonsekwencje psychologiczne, ułatwienia w rozwiązaniach sytuacji czy zgoła niecne nihilistyczne zamiary reżysera, co zdążyło już wytknąć Pasikowskiemu część recenzentów (za stawianie na jednej płaszczyźnie rzeczywistości sprzed i po roku 1989). A przecież nie o to mu chodziło. I tu mamy kolejny punkt współgrający z zainteresowaniami młodej widowni. Ważna jest tylko interesująco przeprowadzona opowieść. W „Psach” dzieje się dużo, reżyser pomysłowo rozwiązuje większość sytuacji, ale film z trudem jednak wytrzymuje porównanie z dojrzałymi wytworami kina akcji.

Bożena Janicka 10 lat po premierze Psów („Kino” 2002/7-8) podobnie jak Szulkin podkreślała motyw nowatorskiego, odważnego spojrzenia Pasikowskiego na polityczną rzeczywistość w kraju, zademonstrowany przez reżysera w parodiowaniu sceny z Człowieka z żelaza Wajdy, gdy pijani esbecy niosą na rękach kolegę śpiewając solidarnościową pieśń „Janek Wiśniewski padł”:

Być może w reakcji elit oprócz oburzenia było coś jeszcze: lęk przed taką wizją rzeczywistości, jaką Psy zdawały się zapowiadać. Przestraszono się nowej bajki, kiedy wilk nie będzie miał już ochoty udawać babci Czerwonego Kapturka, gdy cynizm Mauera, błyskotliwy jeszcze i szpanerski, stanie się zwykłym komunikatem językowym.

W listopadowym nr. miesięcznika „Kino” reżyser zdradza szczegóły swojej produkcji sprzed 25 lat. Trwający 105 minut obraz był pierwotnie dłuższy o 20 minut, ale Pasikowski skrócił go na żądanie producenta Juliusza Machulskiego. Pasikowski mówi, że film jest całkowicie fikcyjny, z polskiej rzeczywistości wziął tylko wątek palenia esbeckich teczek i handlu amfetaminą, natomiast scenę weryfikacji Mauera wykreował, gdyż jak zapewnia, nie słyszał, jak to wyglądało naprawdę. Reżyser po latach zaręcza, że nie chciał szydzić ze świętości, parodiując bardzo ważną dla ludzi Solidarności pieśń, tylko szydził z esbeków. Zdradza też, że scenę nieudanej próby samobójstwa Mauera wymyślił grający go Linda. Obecnie Pasikowski pracuje nad Psami 3, w tle których ma się pojawić smoleńska tragedia.

Z dzisiejszej perspektyw Psy mają już nieco stępione kły, ale mimo wszystko film ogląda się z satysfakcją. Nadal budzą uznanie wypowiadane sekwencje w stylu: nie po to studiowałem, by mnie ktoś zastrzelił. Pod względem artystycznym zdecydowanie najlepsza jest pierwsza, „polityczna” połowa filmu do masakry w motelu Max włącznie. Długie wypowiedzi w scenie przed i w motelu Pasikowski bez wątpienia pisał pod wpływem Tarantino, a bezpruderyjne podejście do przemocy zawdzięczał Martinowi Scorsese, Samowi Peckinpahowi i Donowi Siegelowi. Film Pasikowskiego od 2015 roku można oglądać w zrekonstruowanej cyfrowej wersji (Bestfilm) z wydobytymi kontrastami i ostrością barw, co daje możliwość docenienia w pełni sztuki operatorskiej Pawła Edelmana, ulubionego operatora Wajdy i Polańskiego. Obrazu Marka Kondrata wymiotującego na tle zaoranego pola nie powstydziłby się niejeden mistrz kamery. Długie ujęcia zrealizowane w ciasnym korytarzu motelu Max ze sztuczkami operatorskimi i montażowymi (brawa dla specjalistki w tym fachu nieżyjącej już Wandy Zeman) są na światowym poziomie. Trzeba też docenić dokonany przez Pasikowskiego, a może raczej Machulskiego jako producenta, dobór aktorów. Obok siebie stanęli Bogusław Linda, Marek Kondrat, Cezary Pazura i Janusz Gajos. Pozostaje tylko pytanie, kto wystąpi w nowych Psach, o ile w ogóle powstaną, bo wymienieni aktorzy nie są już pierwszej młodości.

Udostępnij:

Leave a Reply