Dywizjon 303 i polska imigracja [Recenzja]

Udostępnij:
Fot. materiały dystrybutora/Kino Świat

Angielskiego producenta filmu „303. Bitwa o Anglię” należy docenić za oddanie hołdu polskim pilotom, którzy w 1940 roku ocalili Wyspę przed niemiecką inwazją. Lepiej później niż wcale. Fabuła biegnie od przedstawienia Polaków jako nieokrzesanych dzikusów zawadzających angielskim gospodarzom, poprzez najskuteczniejszych i gloryfikowanych przez Anglików pilotów dywizjonu myśliwców, po ich zdradę przez brytyjskie dowództwo, gdy zostali przymuszeni do opuszczenia Anglii w 1947 roku. A w wątkach pobocznych trochę zazdrości w relacjach damsko-męskich, trudnych miłości i seksu.

303. Bitwa o Anglię  jest pierwszym filmem o bohaterskim udziale polskich pilotów w powietrznej bitwie o Anglię. 31 sierpnia wchodzi do kin drugi film na ten temat – polsko-brytyjski Dywizjon 303. Historia prawdziwa Denisa Delicia na podstawie słynnej powieści Arkadego Fiedlera. Przesyt raczej nam nie grozi, gdyż przemilczana przez lata na Zachodzie historia pilotów z myśliwskiego dywizjonu im. Tadeusza Kościuszki, którzy walczyli we flotylli RAFu- pod komendą szkoleniowca Kanadyjczyka Johna Kenta (przez Polaków nazywanego Kentowskim) i dowódcy Witolda Urbanowicza zasługują na niejeden film i niejedną książkę.

Reżyser wiernie pokazuje patriotyzm i zapał do walki Polaków, wysuwając na pierwszy plan postać Jana Zumbacha. On  jest zwornikiem grupy i pośrednikiem między naszymi a angielskim dowództwem. On też nawiązuje romans z Angielką z brytyjskiego dowództwa RAF. Naszych bohaterów poznajemy, jak bezczynnie czekają na rozkazy, popijają alkohol, potem przechodzą szkolenie, co ich jeszcze bardziej denerwuje, bo latać przecież potrafią, jak są z góry traktowani przez angielskich kolegów, jak zaczynają się dogadywać ze swoim kanadyjskim szkoleniowcem, jak wreszcie uczestniczą w morderczych pojedynkach z Niemcami często bez odpoczynku będąc na chemicznych wspomagaczach. Jak wreszcie nieumiejętnie zostali uhonorowani przez Brytyjczyków, a po zakończeni II wojny  światowej wyproszeni z kraju.

Widać angielską szkołę opowiadania: wątki ładnie się zazębiają, poboczne pracują na główny, w fabule panuje porządek i logika. Postaci otrzymują indywidualne rysy, łączy ich przyjaźń, która wzmacnia wódka i chęć zemsty za to, co Niemcy wyprawiają w okupowanej Polsce. Główna kobieca postać w obliczu zagrożenia wojennego nie zamierza być świętą, co przejawia się w śmiałym przełamywaniu lodów z Polakami. Bardzo dobrym rozwiązaniem okazało się zaangażowanie aktorów z różnych krajów – oprócz Dorocińskiego mało znanych polskich twarzy  oraz Czecha Krystofa Hadeka (jako czeskiego pilota Josefa Frantiska) i Walijczyka Iwana Rheona jako Zumbacha czy wreszcie syna Mela Gibsona Milo jako Johna Kenta. Z uwagi na skromny budżet trudno porównywać 303  z Dunkierką Christophera Nolana, której część zdjęć lotniczych powstawała w powietrzu, ale i te zrealizowane przez polskiego operatora Piotra Śliskowskiego jakoś nie rażą sztucznością. Śliskowskiemu udało się pokazać z bliska walczących pilotów, jak trzęsą się ich maszyny (zamontował na dwóch treningowych samolotach kamery OSMO,  a potem wysłał je w powietrze). Nieco starodawnego oświetlenia wlał w obraz pracujący przy filmach Stanleya Kubricka angielski oświetleniowiec Lou Bogue.

Film nie jest specjalnie oszałamiający, ale na pewno należy docenić twórców za pietyzm w oddaniu  historycznych szczegółów. Zaś zawarty w nim ideologiczny czynnik w obecnej trudnej politycznej sytuacji w Wielkiej Brytanii (brexit, liczna polska imigracja i napływ nowych kolorowych uchodźców) może odegrać pozytywną rolę. Otóż polski dywizjon może posłużyć za prototypowy przykład tego, że etniczna różnorodność wzbogaca grupę dominującą.

Ocena: 3/6

303. Bitwa o Anglię (Hurricane: Squadron 303), Wlk. Brytania, Polska 2018, dramat wojenny (105 min), reż.: David Blair, w rolach głównych: Iwan Rheon, Milo Gibson i Stefanie Martini. W kinach od 17 sierpnia 2018.

Udostępnij:

Leave a Reply