Stare misie, czyli mafia po polsku [Recenzja „Solid Gold”]

Stare misie, czyli mafia po polsku [Recenzja „Solid Gold”]

Udostępnij:
Nie ma sensu komplementować Andrzeja Seweryna, Janusza Gajosa i Olgierda Łukaszewicza, bo są wyjadaczami. Fot. Kino Świat

Solid Gold ogląda się nawet przyjemnie, by nie rzec wakacyjnie. Starsi panowie dwaj – król trójmiejskiej mafii i ścigający go policjant – często wypowiadają zręczne bon moty, zachowują dobre maniery, piją drogie trunki, nad gdyńskimi plenerami prawie zawsze świeci słońce, a kobiety  są chętne… Ale to za mało w przypadku thrillera, jak określa swój film reżyser. Brakuje w nim napięcia, wizualnego dynamitu, a sceny przemocy są małoformatowe, telewizyjne. 

Premiera Solid Gold była kilka razy przekładana ze względów politycznych; film został też wycofany na moment z konkursu głównego festiwalu w Gdyni, gdyż główny koproducent, czyli TVP, nie dokonał kolaudacji. Twórcy pokłócili się z TVP o kilka scen bardziej wiążących fabułę z głośną na cały kraj aferą Amber Gold. Z przecieków wiadomo, że zostało wycięte m.in. “kultowe” holowanie przez trójmiejskich polityków samolotu nowych tanich linii lotniczych. W miejsce reżyser domontował epizody i wydłużył całość.

Widzowie, którzy mają za sobą seans, z pewnością zauważyli, że narracja nie grzeszy dobrym tempem i że brakuje dramaturgicznego i społecznego dynamitu. Owszem, politycy najwyższego szczebla oskarżani są o tuszowanie afery parabanku, mówi się nawet o jakimś premierze, ale nie padają konkrety. Żaden z filmowych polityków nie urasta do roli wielkiego, cynicznego manipulatora. Jeśli chodzi o fabułę, jedynie pośrednio odnosi się do Amber Gold, choćby dlatego, że główny protagonista – szef trójmiejskiego półświatka Kawecki jest o wiele starszy od Marcina P.

Letniość tej fabuły wynika z przyjętej koncepcji. Bromski skupia się na rywalizacji dwóch bohaterów nie pierwszej już młodości – gangstera Kaweckiego i oficera CBŚ Nowickiego. Bardziej go interesuje psychologia postaci, ich wewnętrzna motywacja, niż potrzeby widza oczekującego efektownych scen (tych jest bardzo mało), misternej intrygi, rosnącego napięcia i zaskakujących zwrotów akcji i, co tu ukrywać, dreszczu adrenaliny związanego z przemocą (sztuczność najważniejszej sceny, czyli gwałtu, ociera się o śmieszność). Bromski pod tym względem jest zaskakująco purytański. Nie zawodzi natomiast, gdy kreuje postać generała starych służb peerelowskich, opiekuna Kaweckiego, pośrednika między nim a ludźmi, którzy stoją za jego biznesami. Bromski w ten sposób zwraca dług prawdzie, pokazuje przestępczy fundament III RP. W tym aspekcie bardzo ciekawie wypada Krzysztof Stroński jako „czyściciel”.

Nie ma sensu komplementować Andrzeja Seweryna, Janusza Gajosa i Olgierda Łukaszewicza, bo są wyjadaczami. Zwraca natomiast uwagę brak udanych ról młodego aktorskiego pokolenia, z wyjątkiem przypominającej nieco Jodie Foster Marty Nieradkiewicz jako policyjnej partnerki Gajosa. Generalnie drugi plan wypada blado w porównaniu z weteranami, a udział Maleńczuka można uznać ledwie za ciekawostkę.

Solid Gold nie jest zatem ani rasowym gangsterskim thrillerem, ani mrocznym dramatem sensacyjnym czy też policyjnym (w tym ostatnim względzie przegrywa porównanie z Psami). To bardziej dramat władzy i brudnych pieniędzy nakręcony w złagodzonej, słowiańskiej, by nie rzec plotkarskiej konwencji. Gdyby podobny temat trafił w ręce jakiegoś skandynawskiego czy też brytyjskiego twórcy, o wiele więcej otrzymalibyśmy emocji, krwi i politycznego nihilizmu (bo trudno unikać polityki, gdy się o niej opowiada).

Jest jeszcze coś, o czym trzeba napisać przy okazji Solid Gold. Nie wiem, czy celowym zabiegiem reżysera było uniknięcie wątków mediów, które w  filmach o władzy odgrywają pierwszorzędną rolę, czy też po prostu „tak wyszło”. Jakkolwiek by było, fabule zabrakło mocnego wyraziciela interesu społecznego, głosu, z którym identyfikowałaby się część widowni. Próbą wyartykułowania takiego protestu jest kreacja Marty Nieradkiewicz. Film byłby bardziej przekonywujący, gdyby został opowiedziany z perspektywy właśnie tej młodej policjantki a nie jej szefa Gajosa. Gdyby to ona była wyrazicielem społecznego oburzenia. Tak się nie stało. Jej rola jest jakaś niepełna, tylko przyczynkowa. Jacek Bromski wolał oddać głos starym misiom i ich śmiejącym się pysiom, niż młodym uczestnikom życia naszego kraju. Kto wie, czy nie na tym polega jego największa przegrana, spychająca w cień wszelkie inne dyskusje wokół tej produkcji. 

Ocena: 3/6

Solid Gold, Polska, (2019), thriller (145 min), scen. i reż. Jacek Bromski, w rolach głównych: Janusz Gajos, Andrzej Seweryn, Marta Nieradkiewicz, Olgierd Łukaszewicz, dystr. Kino Świat, w kinach od 29 listopada 2019.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.