Dziewczyny nie miauczą. Recenzja trzecich „Psów”

Dziewczyny nie miauczą. Recenzja trzecich „Psów”

Udostępnij:
68 -letni Bogusław Linda po raz trzeci jako Franz Maurer. Fot. materiały prasowe/Kino Świat. (2)

Jeszcze więcej krwi i sadyzmu, dwie spektakularne sceny, sporo autocytatów, ale dramaturgia i intryga szwankują. Takie są Psy 3.W imię zasad. Aha, nowa dziewczyna Pasikowskiego nie odbiega od ulubionego przez reżysera typu anorektycznej modelki, tyle że już nie robi “miau”.

Czytaj także: “Psom” Pasikowskiego stuknęła ćwiartka. Hau!

Władysław Pasikowski po nakręceniu Hansa Klossa: stawka większa niż śmierć, Jacka Stronga, Pitbulla: Ostatniego psa i Kuriera ugruntował swoją pozycję czołowego twórcy rozrywkowego kina głównie dla mężczyzn. Choć jego filmy nie są pozbawione wad, tworzą rozpoznawalną markę zlewającą się z nazwiskiem reżysera.

Na Pasikowskiego chodzi się do kina od czasu pierwszych Psów. Reżyser ponad 25 lat temu złamał cenzuralne i ideologiczne ograniczenia obowiązujące w PRL, pokazując skorumpowanych ludzi władzy, funkcjonariuszy byłej SB uwikłanych w działalność mafijną, dużo okrucieństwa i seksu. A przede wszystkim niejednoznaczność przemian politycznych po 1989 roku.

Buntowniczy, kontrkulturowy charakter Psów nie wywietrzał z upływem lat. Nie postarzała się też kreacja Bogusława Lindy w roli esbeka Franza Maurera pozytywnie zweryfikowanego do nowej policji. Linda zaprezentował prawdziwą, hollywoodzką charyzmę, zagrał z uwodzicielską dezynwolturą, zaprezentował tyleż samo cynizmu i zepsucia, co polskiego romantyzmu, ale bez egzaltacji bohaterów Wajdy. Aktorsko dorównał kreacji Zbigniewa Cybulskiego w Popiele i diamencie. Z tą różnicą, że nie zginął na śmietniku historii, tylko walczył do końca z kałasznikowem w ręku. I za to reżyserowi należy się od panów butelka mocnego trunku a od pań bukiet róż: za stworzenie nowego typu męskiego bohatera, uwodzicielskiego szwoleżera, jednocześnie mrocznego, przepołowionego wewnętrznie. Maurer w Psach 2 z powodzeniem kontynuował ten rys. A w trójce? No właśnie…

Metryka już nie ta. Podstarzały oficer wychodzi z więzienia po kilkunastu latach. Jest obity przez życie. Szuka pracy u młodych gangsterów. Ci go poniżają, nie żywią szacunku dla weterana walk z wrogami Polski demokratycznej. Do Maurera zgłaszają się Ruscy z GRU. Winny jest im milion dolarów. O pieniądzach może wiedzieć tylko były kolega z policji – Waldemar Morawiec „Nowy”. A ten jest ustatkowanym prezesem spółdzielni ogródków działkowych. W tym czasie śródmiejskiej policji ucieka groźny przestępca. Oficer Wit (Marcin Dorociński) podejrzewa, że ktoś mu pomógł.

Linda gra z wygasającym testosteronem, silnik już nie działa na pełnych obrotach. To, co na początku nieco denerwuje w tej kreacji, z czasem nabiera jednak sensu. W miarę postępu fabuły Linda odzyskuje dawny blask, aż do triumfalnego zakończenia. Wie facet, jak ma użyć broni względem złych ludzi. Maurer postarzał się ze swoim odtwórcą także w kwestiach sercowych. Nie towarzyszy mu już żadne długonogie i młode „miau”.

Pazura jako Morawiec w pełni sprawdza się w roli nieco skapcaniałego emeryta. Popularny „Czarek” ucieleśnia zwyczajność i przeciętność swojej postaci, potrafi zagrać nie tylko kochającego, ale i mocno zdesperowanego ojca. Bo najważniejszy wątek Psów dotyczy zaginięcia syna Morawca.

Nie do końca Pasikowskiemu udała się sztuka łączenia wątków. Tam, gdzie powinien pobudzać ciekawość, potęgować napięcie, bawi się w Tarantinowskie potoki słów. Jeszcze większy ciężar, niż to zrobił w poprzednich Psach, przeniósł na dialogi. Opuszczenie któregoś z nich sprawia, że można zgubić się w intrydze. Nie podsuwa widzom mylnych tropów, słabo dozuje napięcie, zbyt wiele scen trąci kinem obyczajowym, a nie sensacyjnym.  

Marcin Dorociński w roli praworządnego policjanta.

Nieco lepiej wypada zawiązywanie konfliktów młodzi-starzy. Wzajemne relacje są dobrze ugruntowane psychologicznie i aktorsko. Pozytywnie zaskakuje Sebastian Fabijański jako zagadkowy informatyk. W jego roli czai się pożądana dawka szaleństwa i niejednoznaczności.

„Specjalnością zakładu” są sceny sadyzmu. Zaskakują brutalną fizycznością i fizjologią bólu. Reżyser po swojemu nawiązuje do okrucieństwa filmów Nolana, Finchera i innych twórców kina neo noir, nie jest tak spektakularnie popkulturowy jak Tarantino, choć nie zależy mu na konsekwentnie utrzymywanym mrocznym stylu.

Na poziomie ideologicznym Pasikowski nie zamierza zastąpić Smarzowskiego. Mimo wszystko nie narusza kulturowego i politycznego status quo. Co prawda nakręcił dramat o korupcji w policji, ale też pokazał, jak usiłuje ona walczyć z tą plagą. Finałowe pif-paf pokazuje, że mundurowi są zwarci i gotowi do obrony państwa.

Połowiczny sukces najnowszych Psów wynika z lawirowania między różnymi poetykami, a w zasadzie trzymania się środka, bez obrania jednej konkretnej, np. psychodelicznej stylistyki. Reżyser cytując poprzednie Psy puszcza do nas oko, że zachowuje dystans wobec tematu, że bardziej zależy mu na zabawie w skojarzenia, niż na wywrotowym kinie, jak to było w przypadku „jedynki”. Jeśli jest politycznie niepoprawny, to tylko w granicach rozsądku.

Ocena: 3/6

 Psy 3. W imię zasad. Polska (2020), dramat policyjny (126 min), scen. i reż. Władysław Pasikowski, w rolach głównych: Bogusław Linda, Marcin Dorociński, Cezary Pazura, Jan Frycz, dystr. Kino Świat, w kinach od 17 stycznia 2020.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.