Optymizm Polańskiego. Recenzja „Oficera i szpiega”

Optymizm Polańskiego. Recenzja „Oficera i szpiega”

Udostępnij:
Jean Dujardin jako Georges Picquart. Fot. materiały prasowe (2)

Roman Polański nakręcił optymistyczny dramat. Brzmi nieco paradoksalnie, ale tak jest w istocie. Mimo ciężaru opowiedzianej historii, Oficer i szpieg wyraża wiarę w takie zachodnie wartości, jak rycerskość, uczciwość i dążenie do prawdy.

Polsko-francuski reżyser od dawna interesował się sprawą francuskiego oficera żydowskiego pochodzenia Alfreda Dreyfusa niesłusznie  skazanego pod koniec XIX wieku na dożywotnie zesłanie na Gujanę Francuską z powodu rzekomego szpiegostwa na rzecz Niemiec. Zainspirował nawet swojego przyjaciela, angielskiego dziennikarza i pisarza Roberta Harrisa, z którym pracował przy adaptacji jego Autora widmo, do napisania powieści o Dreyfusie. Tak też się stało. W 2013 roku ukazała się książka Oficer i szpieg opowiadająca o Dreyfusie z punktu widzenia innego francuskiego oficera – Georgesa Picquarta.

Genialny początek

Film zaczyna się od sceny na dziedzińcu szkoły wojskowej na Polach Marsowych w Paryżu. Długie ujęcie w dalekim planie. Zbliżającą się grupkę żołnierzy prowadzących Dreyfusa poprzedza odgłos marszowych kroków. Potem następuje degradacja. Kamera pokazuje zbliżenie twarzy oficera, jak drgają mu policzki. Krzyczy, że jest niewinny i „niech żyje Francja!”.

Scena degradacji Dreyfusa.

Początek misternie zainscenizowanej ekspozycji odwołuje do filmu Armia cieni Jeana-Pierre’a Melville’a, zaczynającego się podobną sceną wyłaniającej się spod wieży Eiffla kolumny hitlerowców. Ten sam złowróżbny rytmiczny krok i zabieg wydłużania czasu filmowego, zatopienia go w najdrobniejszych detalach i pauzach ciszy. Z tą różnicą, że Melville urywa scenę na stopklatce, a Polański zamienia swoją w udramatyzowaną miniaturę.

Świat z papieru

Najciekawsza i najlepsza część filmu opowiada o pracy Georgesa Picquarta w sekcji statystycznej francuskiego kontrwywiadu wojskowego. Otaczają go skrzętnie opisane szuflady i skatalogowane teczki. Świat z drewna, papieru, tektury i z książek Borgesa, mogący zniszczyć albo ocalić komuś życie.

Picquart prowadząc śledztwo przeciw agentowi  ulokowanemu we francuskiej armii, natrafia na trop, że dowody winy Dreyfusa zostały spreparowane, że to nie on był kretem w sztabie generalnym. Pułkownik nigdy nie przepadał za Dreyfusem, uczestniczył nawet jako sprawozdawca w jego procesie, nie przeszkadza mu to jednak w bezstronnym gromadzeniu materiału uniewinniającego żydowskiego oficera. Gdy powiadamia o odkryciu swoich przełożonych, stawia się w sytuacji posłańca złych wiadomości, któremu należy ściąć głowę. Przełożeni wysyłają Picquarta na inspekcję prowincjonalnych garnizonów, także do kolonii.

Picquart po powrocie do kraju czuje, że jego życie jest zagrożone. Przy pomocy swojego adwokata wypowiada wojnę generalicji. Od tego momentu napięcie spada, przybywa kilka długich scen sądowych. Widz cyfrowy może się poczuć  nieco zmęczony analogowym stylem opowiadania. Oficer i szpieg z filmu szpiegowskiego przekształca się w dramat sądowy, ożywiony jedynie dynamicznym montażem ilustrującym medialne wydarzenie, jakim była publikacja głośnego artykułu Emila Zoli w gazecie „L’Aurore” oskarżającego francuski establishment o bezprawie.

 Brawo bohater!

Picquartowi towarzyszy pozytywna aura, jak zagranemu przez Harrisona Forda doktorowi Walkerowi we Franticu, dlatego łatwo mu sekundować. Reżyser skupia się na rozwoju tej postaci, z pasją pokazuje, jak szuka prawdy w zakurzonych archiwach, dopiero na dalszym planie  umieszcza polityczny kontekst sprawy Dreyfusa. Wskazuje na antysemityzm generałów, ale nie zagłębia się w rozmiary afery Dreyfusa i przemożnego wpływu, jaki wywarła na życie polityczne Francji.

Najcenniejsze jest to, że reżyser modyfikuje swoje stałe artystyczne motywy pod kątem rozrywania deterministycznych więzów. Główny bohater, który początkowo jest u szczytu kariery, spada w dół, staje się ofiarą polityki, by finalnie, dzięki działaniom swoim i swoich przyjaciół, wyjść z kryzysu. Temu podporządkowany jest typowy dla Polańskiego, już od czasu debiutanckiego Noża w wodzie, motyw męskiej rywalizacji. Jego kulminacją będzie znakomicie zainscenizowany pojedynek Picquarta z jego głównym antagonistą z kontrwywiadu.

Naszkicowana realistyczną kreską postać pułkownika nawiązuje też do ulubionego przez Polańskiego motywu, że w życiu jednego człowieka odbija się los innego. Picquart ucieleśnia niejako dramatyzm położenia Dreyfusa, ale ze szczęśliwym, a nie tak pesymistycznym zakończeniem jak w Lokatorze, w którym nowy mieszkaniec paryskiej kamienicy, imigrant Trelkovsky, odtwarzał dramat poprzedniego lokatora. 

Tak jak thriller Frantic, film kończy się optymistycznymi barwami, uczucie ulgi towarzyszy finałowi tej długiej historii.

Mało ironii

 W dziele dojrzymy zaledwie kilka śladów ironii, co mówi o bardzo poważnym stosunku reżysera do poruszanego tematu, co zresztą komunikują początkowe napisy o prawdziwości opowiedzianych wydarzeń i postaci. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że narratorem jest jakiś skrupulatny kronikarz, archiwista, który prowadzi własne śledztwo.

Oczywiście Polański nie unika deklaracji ideowych, ale nie jest pod tym względem nachalny, bardziej zależy mu na odtworzeniu uniwersalnej sytuacji osaczenia i społecznego ostracyzmu, niż na podejmowaniu ideologicznego dyskursu. Pozwala przemówić przeszłości pełnym głosem. A czy przy okazji staje się sędzią we własnej sprawie, gdy padają nowe oskarżenia o gwałty sprzed lat (reżyser pojawia się na moment na ekranie), niech widzowie sami zdecydują. Francuscy obserwatorzy twierdzą, że tak.

Ocena: 4,5/6

Oficer i szpieg (J’accuse), Francja, Włochy (2019), dramat/thriller historyczny (126 min), reż. Roman Polański, scen. i reż. Robert Harris i Roman Polański, w rolach głównych: Jean Dujardin, Louis Garrel, Grégory Gadebois, dystr. Gutek Film, w kinach od 27 grudnia 2019.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.